
Poseł zzieleniał
Piotr Cybulski (PiS) należy do czołówki partyjnych wędrowniczków.
W
2005 r. został zawodowym posłem Platformy Obywatelskiej. Po miesiącu zasiadał
już w ławach PiS, ale uczucie niespełnienia (liczył na fuchę w Ministerstwie
Środowiska) zaprowadziło go w szeregi Ruchu Ludowo-Chrześcijańskiego, skąd trafił
do Ruchu Ludowo-Narodowego, po czym wrócił w szeregi PiS. Wkręcił się w otoczenie
ministra środowiska Jana Szyszki. Do obecnego Sejmu załapał się startując z
listy PiS w okręgu legnicko-jeleniogórskim, ale upadek rządzącej koalicji przerwał
mu polityczną wspinaczkę. Teraz marzy, żeby przejść w szeregi PSL, bo ta partia
rządzi obecnie w Ministerstwie Środowiska. Jak donoszą nasze wiewióry, Piotr
Cybulski zbliżył się do wicepremiera Pawlaka i szczerze z nim pogadał. Pawlak
nie powiedział „nie”, ale wstąpienie w szeregi ludowców uzależnił od aprobaty
struktury terenowej. Powiatowy Zarząd PSL w Lubinie, gdzie Cybulski mieszka,
odmówił mu jednak miejsca w partii. Cybulski próbuje więc wkręcić się do jakiegoś
koła PSL w mniejszej miejscowości. Niedawno uderzał do podlubińskiej Ścinawy.
Dlaczego były nadleśniczy, a obecny poseł chce do swojej zielonej czapeczki przypiąć czterolistną koniczynkę PSL? Ponieważ wbrew wyborczym deklaracjom Tuska, że administracja Lasów Państwowych nie może po raz kolejny stać się domeną partyjnego władztwa (spotkanie z leśnikami w Zimnych Dołach koło Warszawy), znów – z nastaniem nowej grupy trzymającej władzę – rozpoczął się odstrzał ludzi lasu. Resortem ochrony środowiska kieruje bezpartyjny minister Maciej Nowicki, ale karty rozdają ludzie byłego ministra i działacza wierchuszki PSL Stanisława Żelichowskiego. Dyrektorem generalnym LP został człowiek Żelichowskiego Jerzy Piątkowski, ze stołków lecą szefowie regionalnych dyrekcji. Na przykład w Krakowie został odwołany pisowski dyrektor Jacek Kosiorowski, choć nie było uwag do jego pracy, a na jego miejsce wskoczył nadleśniczy z Niepołomic, mimo iż w związku z jego działalnością toczy się postępowanie prokuratorskie. No ale do Niepołomic na polowania przyjeżdżał sam marszałek Sejmu Komorowski.
Schetynie w wierchuszce LP udało się upchnąć tylko jednego człowieka, byłego szefa leśnej „Solidarności” Mariana Pigana na stanowisku zastępcy dyrektora generalnego do spraw marketingu. Nic dziwnego więc, że działacze „S” leśników, która w kampanii wyborczej poparła Tuska i PO, czują się wydymani pod wiatr.
Lasy Państwowe to duża firma zatrudniająca 30 tysięcy ludzi, po każdych wyborach do rządzącej nią partii zlatują się więc chętni stołków jak pszczółki do leśnej barci. Fakt, że w firmie od lat źle się dzieje, to zupełnie inna bajka gajowego Maruchy.