Numer archiwalny
Blog Magdy Cień Blog Gadzinowskiego

Armata na wycieczce

Numer: 17/2009
Autor: MACIEJ WIŚNIOWSKI
Strona: 1

MACIEJ WIŚNIOWSKI

Armata na wycieczce

Komu działo, komu wyrzutnia rakiet? Jeżdżą sobie jak pluszowe misie.

Na całym świecie handel i przewóz broni to dziedzina obwarowana najsroższymi przepisami bezwzględnie egzekwowanymi. To zrozumiałe, bo chodzi o to, by broń nie dostała się w niepowołane ręce. W Polsce obrót bronią to harcerska zabawa podobna do berka albo gry w chowanego.

Przedsiębiorstwo Skan jest firmą transportową. Ma ciężarówki i ludzi do przewozu towarów. Firmę Skan zaczepiła firma Sealift Poland gdzieś tak w kwietniu zeszłego roku w internecie albo przez telefon – właściciel Skan, pan Jan Dudek, nie pamięta dziś dokładnie. W każdym razie szybko wyłuszczono, że chodzi o transport broni. Do Czech. Z Polski albo ze Szwecji ta broń miała być. Zezwolenia i logistyka nie obchodziły pana Dudka, ponieważ domniemywał, że firma zamawiająca tę specyficzną usługę musi być w porządku. I była, ale tylko częściowo. Częściowo czyni wielką różnicę.
Skan zakontraktowała kilka transportów. Czytam według dokumentów: Armata + podstawa (16.04.2008), działko lotnicze AC GUN BK (17.04.2009), skrzynie z częściami do wyrzutni rakiet (17.04.2008), wyrzutnia RB99 MK2 (10.09.2008), wyrzutnia pocisków RB99 MK2 do samolotów Grippen-Jas Grippen System M4844-199210 (data nieczytelna), pistolety CZ. Niezły arsenał...
Jak mi powiedział dyspozytor firmy Skan, poza jednym transportem broni krótkiej z Polski do Czech żaden z tych transportów nie był konwojowany. A i ten jeden konwój polegał na tym, że siedział w szoferce obok kierowcy pan w moro, być może z bronią. Wysiadł zresztą na granicy polsko-czeskiej, po czym zostawił samochód, kierowcę i ładunek samopas. Dalszą podróż w Czechach niebezpieczna zawartość ciężarówki, która wywołałaby radość każdego terrorysty i gangstera w tej części Europy, odbyła bez żadnych zabezpieczeń.

Firma Sealift Poland nie rozliczyła się z części pieniędzy, które była winna za transport firmie Skan. To nieczęste w tej branży, tym bardziej że to gówniane należności – kilkanaście tysięcy. Dla właściciela ciężarówek to jednak kwota nie do pogardzenia. Wysłał zatem człowieka, Marka Komorowskiego, z firmy Negocjator, by przypomniał właścicielom Sealift Poland sp. z o.o. o drobiazgu, czyli zapłacie za robotę. I tu dopiero zaczęło być zabawnie.
Komorowski opowiada, że dawno się tak nie namęczył, żeby znaleźć rzeczywiste dane Sealift Poland i jej oficjeli. Najpierw adres. Sprawa w firmie handlującej bronią dość ważna. Komorowski dostał trzy, jeden z dokumentów, dwa podano mu w Ministerstwie Gospodarki wydającym zezwolenia. Wszystkie nieaktualne.
Pod dokumentami dla Skan podpisany był prezes Piotr Paweł Klejna-Wendt. On odebrał telefon, obiecał wpłacić zaległe kwoty i do piątku do 12.00 wysłać potwierdzenie wpłaty faksem. Od tej pory wszystkie jego numery przestały odpowiadać. Do dziś tak zostało, bo sam dzwoniłem. Gdy upierdliwy Komorowski znalazł wreszcie jego dom, okazało się, że Klejna-Wendt raptownie wyjechał. Potem zadzwonił i zakomunikował, że nie jest już prezesem ani udziałowcem. Z firmą nie ma nic wspólnego. Zdradził za to, że nowym prezesem i właścicielem jest pan Jan Kiepura.

Komorowskiemu Kiepura Jan przedstawił się jako biznesmen. To prawda, lecz niecała. Poza tym jest naczelnikiem wydziału w Urzędzie Miasta Chojna. Z kolei w rozmowie ze mną okazał kunszt godny piskorza. Nie jest właścicielem i udziałowcem Sealift Poland. A czy był? Posiadanie udziałów nie jest karalne, odpowiadał pan Kiepura. To prawda, ale mnie interesowało, czy miał udziały firmy obracającej bronią. Nie mam teraz z nią nic wspólnego, upierał się. A miał? Posiadanie udziałów nie jest zabronione prawem. I tak w kółko. Współczuję petentom pana naczelnika.

Obecnym prezesem jest pan Sławomir Cioran. Zadzwoniłem do niego z pytaniem, kto jest właścicielem spółki, która przewozi broń tam, gdzie się chce. Ja, odrzekł pan Cioran. Ale częściowym, bo ma tylko 51 proc. udziałów, dodał czym prędzej. Reszta jest chyba u komornika. Obecny prezes nie ma i nie chce mieć pojęcia o zobowiązaniach, które zaciągali byli prezesi. Koniec poszukiwań.

Komorowski poszedł w determinacji do Służby Kontrwywiadu Wojskowego, bo uznał, że to nie jest w porządku, jeśli byle gangster lub inny ben Laden może sobie wziąć w używanie niepilnowane działko lub skrzynkę karabinów, bo jej przemieszczaniem zawiaduje niepoważna firma. Komorowski mówi, że znudzony dyżurny połączył go z jakimś oficerem, który wysłuchał, obiecał się odezwać, ale tego nie zrobił. Może czeka, aż coś pierdyknie i dopiero wtedy ruszą dupę. Jakie wojsko, taki kontrwywiad.

Sprawdziłem, co mogłem. Spółka Sealift Poland powstała w 2003 r. z połączenia sił i doświadczeń spółki Orion Logistic SC i Scandinavian Sealift Poland AB – tak mówią informacje w internecie. Orion Logistic to spółka amerykańska, Sealift Poland – szwedzka. Obie wyglądają na poważne. Nieprzeniknione są motywy biznesmenów świata zachodniego, skłaniające do założenia spółki akurat w takim zabawnym kraju jak Polska. Ale może uwierzyli, że dzięki temu przesuną rubieże swojej ekspansji na wschód. Na razie jedyne, co osiągnęli, to kompromitacja.

Działalność Sealift Poland sp. z o.o. jest żywym dowodem na to, że w Polsce terrorystów ani poważnych gangsterów nie ma albo jeśli są, to ociężali umysłowo. Broń, dzięki której można by w perzynę obrócić niejeden posterunek policji, kawałek banku lub zmienić oddział szturmujący siedzibę gangsterów w siekane kotlety, jeździ po kraju przez nikogo niepilnowana, bez ładu i składu. Firma, która ma się tym zajmować i zapewne niemałym nakładem sił i środków zdobyła wszelkie niezbędne zezwolenia w Ministerstwie Gospodarki, okazuje się być niewiarygodnym partnerem nawet w sprawach drobnych płatności. Osławiona Służba Kontrwywiadu Wojskowego, owszem, wysłuchuje informacji o broni ciężkiej i lekkiej pętającej się po kraju, poczem olewa informatora i wszystko dookoła. No przecież nie pozostaje nic innego ludziom żyjącym z łamania prawa i zabijania ludzi, jak tylko wyśledzić, kiedy będzie następny transport śmiercionośnego żelastwa i zasadzić się na ciężarówkę z takim ładunkiem. Wszystko pójdzie jak po maśle. Nikt tego nie będzie pilnował, nikt nie znajdzie dyspozytora, nie ma się co obawiać tajnych służb wojskowych. Brać, wybierać, celować i strzelać.

mwisniowski@redakcja.nie.com.pl