Numer archiwalny
Jarosława  Milewczyka Blog Andrzeja Rozenka Blog Gadzinowskiego Bozena Dunat umiem sluchac

Kolec w eurodupie

Numer: 29/2009
Autor: Jerzy Urban
Strona: 2
Jerzy Urban

Kolec w eurodupie

Przestań pytać, co Europa daje Polsce. Zapytaj, co Polska daje Europie. Otóż niemało: fałszowane oscypki, próżnego Buzka, kiszone ogórki, do których nie można się przyczepić, i pretensje o wszystko do wszystkich sąsiadów. Przez co Polskę traktuje się jako nerwowo chorego członka europejskiej rodziny, z którym obchodzić się należy z niezwykłą delikatnością. Szaleje on z byle powodu, wciąż trzeba mu więc podawać środki na uspokojenie.
Krótki kurs historii Polski: w XVIII w. Polska była krajem schyłkowym, po I wojnie buforowym, po II wojnie marionetkowym, a teraz operetkowym*.
W wewnątrzniemieckich sporach karci się przeciwników zarzucając im stosowanie „polskich argumentów”. Pojęcie „polski argument” wyparło u Niemców określenia „polska gospodarka” albo „polski parlament” – synonimy burdelu. „Polski argument” oznacza idiotyzm, ale szczególnej odmiany. Taki, który nie uwzględnia punktu widzenia adwersarza, pomija jego racje.
Polska prasa i rząd rozdarły się, jak gdyby pani Steinbach przyjechała i zrobiła kupę na Grobie Nieznanego Żołnierza. Powód: we Lwowie szef ukraińskiej bezpieki Walentin Naliwajczenko, wymieniając gnębicieli narodu ukraińskiego, zrównał polską policję przedwojenną z NKWD i gestapo. Ta policja wspomagana przez wojsko spacyfikowała prawie 1000 wsi ukraińskich w Galicji Wschodniej, odbierała lub paliła cerkwie, tysiącami zamykała ukraińskich narodowców i liczne szkoły. Polski MSZ mówi, że to była reakcja na ukraiński terror, mając na myśli np. zabójstwa Hołówki, Pierackiego. Jednak gestapo w okupowanej Polsce też twierdziło, że reaguje na terror polskich bandytów, czyli konspiratorów i partyzantów. Przy tym gestapo nie tępiło zbytnio ukraińskich nacjonalistów. Niemieckie wojowanie z ukraińską partyzantką było na okupowanej przez Hitlera zachodniej Ukrainie częścią walki wszystkich ze wszystkimi. (Patrz str. 15).
Polska żąda od sąsiadów – Niemiec, Rosji, Ukrainy, Litwy – aby swoje dzieje, a szczególnie historyczne doświadczenia z Polską oceniały z polskiego, a nie zaś swojego własnego punktu widzenia. Przy czym patrzenie polskimi oczami jest w ogóle niemożliwe, gdyż nasz kraj na swoje dzieje spogląda, mając jedno oko ślepe, a drugie niedowidzące.
Polska odwoła chyba z USA naszych ludzi, mianowicie Kościuszkę i Pułaskiego, skoro Waszyngton dogadał się z Moskwą w sprawie obustronnego rozbrojenia. W rezultacie czego przypuszczalnie uzna za zbędną i nie ulokuje w Polsce tarczy antyrakietowej ani być może nie ustawi nieuzbrojonych nawet wyrzutni rakiet Patriot. Wrzaśniemy wówczas, że Stany Zjednoczone znów, jak w Jałcie, zdradziły Polskę dla dobrych stosunków z Rosją. Tymczasem w prawdziwym, oczywistym interesie Polski leży to, aby nad naszym krajem lub na nasz kraj nie nadlatywały żadne rakiety. To lepsze niż możliwość zestrzeliwania niektórych z nich z terytorium Polski. Dyplomacja USA musi jednak udawać, że liczy się z typowo polską argumentacją prestiżową chorego członka NATO. Obama mówił w Moskwie, że ma w swym programie grzeczność wobec małych, w tym głupich zapewne także.
Typowo polskie argumenty padają też w krajowym obiegu. Wszecheuropejskie prześladowania palaczy niebawem objąć mają jak wiadomo Polskę. Wśród argumentów czytam, że w wojsku amerykańskim, które uszczęśliwia Irak swoją obecnością, więcej żołnierzy zmarło chorując przez papierosy niż zabili ich Irakijczycy, którzy do Amerykanów strzelają. Pytam ja, dlaczego mam stracić wolność palenia tam, gdzie chcę? Dlatego, że Irakijczycy zabili za mało Amerykanów?
I w ogóle czyż obywatele Polski nadal mają słuchać i czytać, że po 4 czerwca 1989 r. stali się ludźmi wolnymi, skoro wolno im głosować tylko raz na 4 lata, ale nie mogą swobodnie zapalić co 10 minut? I jeszcze pracując 8 godzin dziennie trząść się muszą, że stracą pracę, podczas gdy w PRL wolni byli od tego lęku.
„Polskie argumenty” używane są w każdej dziedzinie. Gazeta „Dziennik” radośnie donosi: „Więźniowie w ramach zajęć resocjalizacyjnych będą pracować przy porządkowaniu i renowacji żydowskich cmentarzy”. Dlaczego akurat żydowskie cmentarze mają ich odbandycić? Przecież nasi więźniowie to nie są hitlerowcy, lecz apolityczni złodzieje i rabusie! Nie można oprzeć się podejrzeniu, że liberalna nawet prasa mniema, iż sadzenie rabatek na Żydzie to paskudne karne roboty, podczas gdy np. sadzenie rabatek na katoliku byłby to niezasłużony relaks na świeżym powietrzu.

sekr@redakcja.nie.com.pl

* Węgierski hrabia Péter Esterházy, wielki pisarz, syn wybitnego k0apusia, operetkowymi nazwał wszystkie państwa Europy Środkowo-Wschodniej, a przecież austro-węgierska arystokracja to wybitni znawcy operetek.