Prawoodporny
Numer: 16/2010
Autor: MATEUSZ CIEŚLAK
Strona: 7
Oto niespecjalnie uczciwy człowiek, który mówi, że chroni go tzw. wymiar sprawiedliwości. Nie kłamie.
Był prokurator, który lubił wódkę. Pewnego razu po wódce zasiadł za kierownicą samochodu i przejechał człowieka. Człowiek zmarł. Prokuratora skazano. Swego czasu sprawa była głośna - omawiana w TVN, opisywana przez "Newsweek" i "Kronikę Beskidzką". Do skazania prokuratora przyczynił się przyjaciel ofiary - biznesmen z BielskaBiałej. Wkrótce sam został oskarżony 0 przestępstwo, którego nie popełnił (niedawno zapadł w tej sprawie wyrok). Doniesienie przeciwko niemu złożył inny biznesmen - Jan N. Wiele przesłanek wskazuje na to, że doniesienie było odwetem za ściganie prokuratora. Jan N. był właścicielem bardzo znanej firmy produkującej wina oraz handlującej winami. Rok w rok N. bywał na imprezach organizowanych przez policję z okazji Dnia Policjanta w Nierodzimiu koło Skoczowa. Imprezy były zakrapiane winem fundowanym przez firmę Jana N.
Jeden telefon
N. miał przyjaciół wśród policjantów 1 wśród wojskowych. Jego syn został zatrudniony w Ministerstwie Obrony Narodowej. W 1996 r. Jan N. i jego wspólnik wracali z Włoch. Obaj legitymowali się tymczasowymi dokumentami podróżnymi wydanymi przez Ambasadę RP w Rzymie, ponieważ ich paszporty zaginęły. Na polskiej granicy znaleźli się o 3.00 w nocy. Żołnierze Wojsk Ochrony Pogranicza (dzisiejszej Straży Granicznej) postanowili potwierdzić ich tożsamość - to zaś wiązało się z oczekiwaniem na przejściu granicznym do rana. W środku nocy Jan N. zadzwonił do szefa WOP w Cieszynie. Przyniosło to skutek - wopiści obu biznesmenów natychmiast przepuścili. Znajomek policjantów i wojskowych był zarazem oszustem. Jeden z oszukanych przez niego przedsiębiorców zeznał przed sądem w Żywcu: Dał mi do zrozumienia, że ma na tyle mocne układy w prokuraturze w Bielsku i w sądzie w Bielsku, że lepiej go nie ruszać. (...) On stwierdził, że jest niewinny i że ktoś, kto skierowałby sprawę takiego niewinnego do prokuratury lub sądu, to może sobie krzywdę zrobić.
Trzydzieści milionów
W 2000 r. prokuratura w Bielsku-Białej została zawiadomiona o przestępstwach podatkowo-celnych popełnionych przez Jana N. pod koniec lat 90. Prokuratura umorzyła śledztwo. Rok później do prokuratury trafiło zawiadomienie o tym, że Jan N. zawyżył wartość swojej bankrutującej firmy o 20 mln zł. Nierealną wartość wpisano do Krajowego Rejestru Sądowego na podstawie fałszywych dokumentów. I tę sprawę prokuratura umorzyła, uzasadniając, że każdy biznesmen może dążyć do maksymalnego zysku. Tymczasem Jan N., podpierając się wyciągiem z KRS, wystąpił do banków o udzielenie wielomilionowych kredytów. Udało mu się pożyczyć 16 mln zł. Kredytów nie spłacił. W 2003 r. do trzech prokuratur trafiły doniesienia o przestępstwach Jana N. W zarzutach mowa była m.in. o podrabianiu faktur VAT i wyprowadzaniu na ich podstawie pieniędzy. Prokuratury nie podjęły sprawy. Tymczasem spółka Jana N. ogłosiła upadłość. Pokrzywdzonymi były nie tylko banki. Wiele innych firm zostało naciągniętych przez Jana N. Na liście wierzycieli Jana N. i jego spółki były 182 podmioty gospodarcze. Łączna kwota długów sięgnęła 30 mln zł.
Dziesięć donosów
W czasie gdy Jan N. brał kredyty i naciągał różne firmy, do Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej, Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej i Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach trafiło 10 zawiadomień o przestępstwach popełnionych przez N. Prokuratury nie uczyniły nic, by zapobiec dalszym przestępstwom. Kolejne zawiadomienie o oszustwach Jana N. w grudniu 2004 r. skierowano już nie do prokuratury, ale do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. N. po raz pierwszy został zatrzymany i postawiono mu zarzuty. Sąd wypuścił oszusta z aresztu w zamian za kaucję w wysokości 50 tys. zł.
Trzysta tysięcy
Ukradzione pieniądze Jan N. przetransferował do nowej - utworzonej przez siebie - spółki. Dowiedział się o tym jeden z oszukanych. Wystąpił do sądu w Bielsku-Białej o zajęcie udziałów w nowej spółce na poczet niezapłaconego długu. Sąd wydał nakaz zabezpieczenia udziałów. Wcześniej jednak ten sam sąd rzekomo omyłkowo poinformował Jana N., iż taki nakaz zostanie wydany. W tym samym dniu N. sprzedał swoje udziały za 720 tys. zł. Nawet jeśli sprzedaż ta była fikcyjna, to i tak Jan N. powinien od niej odprowadzić podatek dochodowy wynoszący 300 tys. zł. Nie odprowadził, o czym został poinformowany urząd skarbowy, który dopuścił do przedawnienia się zobowiązania podatkowego.
Sto dziesięć tomów
Wreszcie w 2005 r. rozpoczął się proces oszusta. Sprawa do dziś toczy się w Sądzie Rejonowym w Bielsku-Białej. Jest bardzo rozległa ze względu na liczbę oszukanych. Sąd musi zbadać materiały zgromadzone w 110 tomach akt i przesłuchać 140 świadków z całej Polski. Rozprawy toczą się raz w miesiącu. Trwają od dwóch do czterech godzin. Nic więc dziwnego, że proces ciągle się toczy. Ministerstwo Sprawiedliwości, a nawet sam sąd przyznały się do grzechu przewlekłości postępowania w tej sprawie. Wiele rozpraw odbyło się wyłącznie na papierze. Wyglądało to następująco: sędzia wchodził na salę rozpraw, otwierał rozprawę, a następnie ją odraczał. Po dwóch latach zaczęli chorować oskarżeni (Jan N. zasiadał na ławie oskarżonych wraz z żoną i córką). Gdy ich choroby ustały, a sędzia przesłuchał już 100 świadków, oskarżeni złożyli wniosek o wyłączenie sędziego. Ten zaś spełnił życzenie oskarżonych i wyłączył się. Ze względu na zmianę sędziego proces trzeba było rozpocząć od nowa. Nowy sędzia przeprowadził 8 rozpraw. Rozprawy faktycznie się nie odbyły. Sędzia przychodził na salę, otwierał rozprawę, po czym ją odraczał do kolejnego terminu. Aż wreszcie rozchorował się i proces musiał poprowadzić kolejny sędzia. Ten okazał się odporny na wpływy, ale sprawę mu odebrano i przekazano następnemu sędziemu. Ów następny sędzia został wyłączony na wniosek oskarżonego. Od połowy 2009 r. proces prowadzi jeszcze inny sędzia. Rozprawy są krótkie, nigdy nie trwają dłużej niż 2 godziny. Jan N. i pozostali oskarżeni znowu zaczynają chorować. W 2012 r. przedawnią się zobowiązania cywilne Jana N. - nikomu nie będzie musiał zwracać ukradzionych pieniędzy.
Jeden inwalida
Wśród pokrzywdzonych przez Jana N. jest wielu prywatnych przedsiębiorców. Są banki: Pekao SA, BGŻ, BIG. Są urzędy i agencje państwowe oraz samorządowe. Są wielkie koncerny (np. Fiat Auto Poland), sieci handlowe (Real, Auchan, Selgros, Lidl) i towarzystwa ubezpieczeniowe (PZU, Warta, Nordea). Wśród pokrzywdzonych znalazły się nawet kancelarie prawne i spółka Agora, wydawca "Gazety Wyborczej". Potężne firmy wydające miliony złotych na obsługę prawną wobec Jana N. są bezradne. Sądy stają po jego stronie nie tylko wówczas, gdy jest on stroną pozwaną. ZUS w Bielsku-Białej zakwestionował decyzję o przyznaniu mu renty inwalidzkiej. N. poskarżył się w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach i wygrał.