Nie pijesz nie żyjesz
Numer: 52/2010
Autor: PIOTR ZAWODNY
Strona: 12
Nieumiarkowana pochwała umiarkowanego alkoholizmu.
Odstręczający odór, piekący smak, a nazajutrz wiadomo - koszmar. Tym większy, gdy na finiszu film się urwie. Lecz czego się nie robi dla kilku godzin obcowania z absolutem i lekkością bytu, mimo przegrywania zapasów z siłą ciążenia. Eleganccy ludzie mało piją, nie żrą skóry z golonki, biegają i ćwiczą do upadłego, życie mają wypasione, zdrowe i długie. Birbant jest spadkobiercą dokonań przodków z neolitu. Archeolog Brian Hayden z kanadyjskiego Simon Fraser University odkrył, że zadawali sobie oni mnóstwo trudu, by przerabiać ziarna. Na jedzenie - myślano. Nie, przede wszystkim, by zabełtać w głowie. Już 11 500 lat temu. Już 10 lat temu duńskie studium badawcze (dr Morten Groenbaek, Krajowy Instytut Zdrowia Publicznego) wykazało, że pijący wino o połowę redukują ryzyko zejścia na serce. Wychylając kieliszek, pobudzamy organizm do produkcji tzw. zdrowego cholesterolu HDL. To zasługa zawartego w alkoholu, opóźniającego starzenie resveratrolu oraz antyutleniaczy z grupy flawonoidów. Odkrycie to aprobuje większość lekarzy, którzy nie wojują ideologicznie z alkoholem. A nie chodzi tylko o wino. Korzyści zdrowotne są takie same w przypadku piwa i wódek - zapewnia dr Samir Zakhari z amerykańskiego National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism. - Dotyczy to zwłaszcza osób starszych i palących. Nie tylko o serce chodzi. Zawsze nas uczono, że alkohol jest fuj, trucizna i zabójca mózgu - wyznaje, sumitując się, dr Ron Petersen, dyrektor centrum badań nad chorobą Alzheimera w słynnej Mayo Clinic. - Ale dotyczy to tylko ekstremalnych przypadków. Jeśli rozważać konsumpcję umiarkowaną, jest to mniej oczywiste. Przytakują mu niektórzy epidemiolodzy amerykańscy: nieprzesadne spożycie zmniejsza ryzyko demencji i zaburzeń myślenia wywołanych zatykaniem się naczyń krwionośnych. Osoby po sześćdziesiątce, które moczą dziób, zmniejszają ryzyko demencji o 45 proc. Alkohol poprawia przepływ krwi przez mózg i zapobiega zakrzepom. Badacze z Harvardu dają mężczyznom sączącym drinki o 40 proc. mniejsze ryzyko zawału; potwierdzają to naukowcy z University of South Carolina. Lista narządów błogosławiących alkoholowe kroplówki (nie prysznice) jest zresztą dłuższa. Weźmy takie płuca: w State University of New York dowartościowano białe wino, bo okazało się, że choć brak mu resveratrolu, to jednak zawarte w nim antyutleniacze poprawiają funkcjonowanie płuc. Inna zaleta białego wina: pomaga zachować właściwą wagę, bo ułatwia spalanie kalorii, stwierdził dr Eric Rimm z Harvardu. O piwo dopraszają się kości, które pragną być twarde. Analizy Charlesa Bamfortha z University of California, który przebadał właściwości 100 rodzajów piwa, wykazały, że napój ten jest bogaty w kluczowy dla kości silikon. W różnych piwach jest różna jego ilość, w zależności od zawartości chmielu, który ma także silne działanie antyrakowe. Zagrożeni osteoporozą powinni delektować się cierpkim, ciemnym i mocnym India Pale Ale, bo ma silikonu najwięcej (41,2 g/litr). Dużo zawierają inne piwa z gatunku Ale. Najmniej - piwo Lager, choć i tak więcej niż napoje bezalkoholowe (16,3 g/litr). Poza tym silikon z piwa przyswajany jest lepiej niż np. z bananów. Naukowcy nazwali piwo "fabryką hormonów". Badania 1700 piwoszek pokazały, że mają znacznie twardsze kości niż pijaczki wody. Alkohol zażywany moderato może zastąpić pół apteki i zmagać się z tuzinem nieprzyjemnych choróbsk. Zdaniem Davida Hansona ze State University of New York zmniejsza zagrożęnie cukrzycą typu II, bo poprawia wrażliwość organizmu na insulinę. Nieżłopany konwiami trunek pomoże, zdaniem badaczy z Harvardu, zmniejszyć nadciśnienie lub go uniknąć. Dotyczy to zwłaszcza białych pań-balzakówek lekko zaprzyjaźnionych z flaszką: zagrożenie zgonem na tle nadciśnienia spada u nich o 40 proc. Henrik Kallberg ze sztokholmskiego Instytutu Medycyny Środowiskowej twierdzi, że alkohol pomaga na artretyzm. Umiarkowanie, acz regularnie alkoholizujący się redukują ryzyko artretyzmu o 50 proc. - zapewnia badacz, nie bojąc się linczu moralistów. Referat wydrukowany na łamach periodyku chirurgów "Archives of Surgery" przynosi jeszcze bardziej nieoczekiwane nowości. Po przeanalizowaniu 38 tys. przypadków poważnych urazów mózgu chirurdzy doszli do przekonania, że pacjentom dobrze byłoby zaordynować kilka głębszych. Alkohol hamuje obrzmienia, zapalenia i dalszą destrukcję tkanek mózgu. Dobrze też mieć go w systemie przed urazem. Ofiary z dodatkiem procentowym w krwioobiegu znacznie rzadziej umierają wskutek obrażeń mózgu. Trunkowi siedzą i ciągną, zdrowi joggingują i ćwiczą, bo dbają o zdrowie. Takie przeciwstawienie brzmi dydaktycznie, ale z prawdą się mija. f Prof. Michael Frank z University of Miami ze zdumieniem wykrył silną pozytywną korelację między piciem napojów wyskokowych i uprawianiem ćwiczeń fizycznych. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, którzy pociągają, uprawiają statystycznie o 7,2 minuty ćwiczeń tygodniowo więcej. Potwierdza to dr Morten Groenbaek z Danii: ludzie, którzy umiarkowanie piją i uprawiają ćwiczenia, rzadziej szwankują sercowo. Pompa najczęściej wysiada niepijącym kanapowcom. Fizyczna aktywność i umiarkowane picie to ważne czynniki pomagające unikać ataków serca oraz zgonów z wszystkich innych powodów. Lecz dotyczy to dopiero osób w wieku powyżej 45-50 lat. Eksperci podkreślają, że damskie organizmy zawierają mniej enzymu rozkładającego alkohol, poza tym przyjemności wyskokowe podnoszą ryzyko raka piersi. Ale bez rozpaczy: delikatne popijanie pomaga - szczególnie kobietom - unikać nadciśnienia i alzheimera. Specjaliści z Mayo Clinic rekomendują, by kobiety piły nie więcej niż 3 drinki przy jednej okazji i nie przekraczały dawki 7 drinków tygodniowo, ale diabli wiedzą, jakich rozmiarów. (Mężczyźni: 4 drinki na jedno posiedzenie, maksimum 14 na tydzień). Ciąża nie musi oznaczać rozłąki z trunkami. Yvonne Kelly z University College London opublikowała właśnie wyniki studium, z którego wynika, że lekkie lub umiarkowane picie podczas ciąży nie powoduje negatywnych konsekwencji. Przeciwnie. Dzieci rozwijają się w macicy lepiej, gdy mama łyka kilka kieliszków. Niemowlaki matek ciągnących jak Himilsbach w testach rozwojowych wypadały marnie, ale dzieci abstynentek osiągały podobne wyniki; najlepsze są dzieci spłodzone przez panie lekko popijające. Poza tym alkohol rozładowuje stres, a to właśnie on jest winowajcą wielu wad rozwojowych. Studium wywołało burzę, lecz przeciwnicy po szczegółowym przebadaniu jego metod poddali się. To są badania tak dobre, że stanowią ostatnie słowo w tym obszarze badawczym - konstatuje bez entuzjazmu dr Fred Bookstein z University of Washington. - Nie ma żadnego możliwego do stwierdzenia ryzyka związanego z lekkim i umiarkowanym piciem w ciąży. Bookstein dodaje, że nigdy nie widział przypadku, żeby dziecko ucierpiało przez matę pijącą w ciąży - chyba że ciągnęła jak smok. Abstynenci umierają nie tylko częściej od umiarkowanie pijących, lecz także od oddanych butelce degeneratów. Omawia to opublikowany w periodyku "Alcoholism: Clinical and Experimental Research" referat sporządzony na podstawie badań Charlesa Holahana z University of Texas. Prowadzono je przez 20 lat. Najoporniej schodzili ze świata umiarkowanie pijący. Po nich, halsując, do grobu udawali się z ociąganiem pijacy. Abstynenci marli najczęściej. Jeśli nawet abstynentom jakimś cudem uda się wyżyć, to dopada ich depresja. Męczy ich znacznie częściej niż biboszy! Potwierdzają to także badania Jensa Skogena z norweskiego Uniwersytetu w Bergen. Niepijący częściej i dłużej się stresują, a nie rozładowują napięcia kropnięciem kielicha. Inne wyjaśnienie fenomenu jest takie, że gorzałka oliwi kontakty socjalne, a kultywowanie ich pozwala utrzymać dobre zdrowie fizyczne i psychiczne. Abstynenci to zgorzkniali samotnicy. Dostrzegli to Japończycy. Dr Hiroyasu Iso z Uniwersytetu w Osace stwierdza, że łagodne trunkowanie połączone z socjalnymi więzami odsuwa widmo zawału i wylewu. Nie dość. Że abstynenci umierają wcześniej po wypełnionym chorobami życiu, to jeszcze okazuje się, że należą do przygłupów. Dr Satoshi Kanazawa, psycholog z London School of Economics and Political Science, stwierdził w październiku na łamach "Psychology Today", że inteligentni ludzie mają skłonność do wstawiania się. Dane wykazują korelację - wprost proporcjonalną - poziomu wykształcenia i ilości spożywanych trunków. Prawdopodobnie dlatego, że inteligentni aktywniej szukają podniet i stymulacji. W publicznych wypowiedziach eksperci, którzy przedstawiają te moralnie naganne wyniki badań, zawsze prawią kazania, z których unosi się smrodek dydaktyczny: w piciu potrzebny jest umiar itd. Też nieprawda. Jeśli ktoś w piciu przeholuje, to z ratunkiem spieszy dr Bankole Johnson z University of Virginia. Stosuje on znany lek przeciw epilepsji i migrenie, topomax, jako środek zmniejszający o 25 proc. liczbę dni alkoholowych ciągów. Inny lek amerykański, naltrexone, ułatwia alkoholikom unikania wpadek; jeśli nie wytrzymają i zacznąpić, piją dzięki niemu mniej. Oba preparaty hamują wydzielanie przez mózg chemikaliów dających uczucie przyjemności i ekscytacji. Dr Mark Wallenberg z amerykańskiego instytutu alkoholizmu frustruje się, że zaledwie co dziesiąty nałogowy jest informowany o tych bezpiecznych i skutecznych środkach: Uważam to za przestępstwo. My też.
Naukowcy od kilku lat konstatują, że potępianie alkoholu jest szwindlem. Picie zdemonizowano, dezinformując. Prawdziwy szok moralny wywołał jednak wyskakujący raz po raz generalny rezultat badań: niepicie grozi zgonem.