PREMIER dał dyla
Numer: 27/2011
Autor: M.Z.
Strona: 14
Jak Stanisław Mikołajczyk bronił się przed ucieczką.
IPN reklamuje obszerną 3-tomową publikację "StanisławMikołajczyk w dokumentach aparatu bezpieczeństwa?. Dostępny na razie pierwszy tom ilustruje wszystkie ułomności historii pisanej na podstawie "wiedzy? policyjnej z pominięciem innych źródeł. Dokumenty prezentowane w tej publikacji uderzają niekompletnością; są to w większości meldunki agentury dość licznie rozbudowanej wokół Mikołajczyka oraz instrukcje dla tej agentury. Miała ona nie tylko inwigilować, ale też inspirować w PSL różne nurty opozycyjne wobec Mikołajczyka. Połowa dokumentów ? 120 z 247 ? dotyczy okoliczności ucieczki Mikołajczyka z Polski 21 października 1947 r. Są to prawie wyłącznie protokoły przesłuchań ze śledztwa prowadzonego już po ucieczce. Dostarczają zatem wiedzy ułomnej, jednostronnej, całkowicie pomijają żywo przed kilkunastu laty dyskutowane w prasie i w publikacjach historycznych zagadkowe aspekty tego wydarzenia. Konkluzję sformułowano w duchu tradycyjnej propagandy antykomunistycznej: Prezes PSL zagrożony aresztowaniem zmuszony został do nielegalnego opuszczenia Polski. Jego wyjazd z kraju ? zorganizowany przez pracowników Ambasady Amerykańskiej w Warszawie 21 października 1947 r. ? uprzedził plany komunistów, przystępujących w tym czasie do ostatecznej, bezwzględnej rozprawy z opozycją. Na najbliższej sesji Sejmu Mikołajczyka i kilku innych działaczy stronnictwa miano pozbawić mandatów poselskich i oddać pod sąd. Rzeczywistość była dużo mniej jednoznaczna.
Dobijanie
W źródłach stopniowo udostępnianych po 1989 r. poważne poszlaki przemawiają za hipotezą, że ówczesne kierownictwo PPR sprawujące pełną kontrolę nad resortami siłowymi, choć prowadziło z Mikołajczykiem ostrą i bezpardonową walkę, nie było jednak chętne do urządzenia mu procesu. Naciski w tym kierunku wychodziły z Moskwy. W miarę jak rozpłomieniała się zimna wojna, Kreml zmierzał do wprowadzenia w swojej strefie wpływów monopartyjnych rządów partii komunistycznych oraz wzorowanych na radzieckich policyjnych metod eliminacji opozycji. W państwach w czasie wojny sprzymierzonych z Niemcami (Rumunia, Węgry i Bułgaria), a następnie zarządzanych przez ZSRR, w trybie okupacyjnym szybko doprowadzono do procesów przywódców partii chłopskich i socjaldemokratycznych. W Bułgarii proces Nikoli Petkowa zakończył się wyrokiem śmierci i egzekucją (23wrzesnia 1947 r.). Na Węgrzech Ferenc Nagy, przywódca partii chłopskiej i urzędujący premier, w poczuciu zagrożenia odmówił powrotu z oficjalnej wizyty do Szwajcarii (maj1947 r.), jego współpracowników w kraju aresztowano i oddano pod sąd. WRumunii wytoczono proces Juliu Maniu, szefowi największej partii opozycyjnej. Wobec Polski posługiwano się na razie metodą nacisków i sugestii.
Zniewolenie
Ówczesny ambasador Polski w Moskwie Marian Naszkowski latem i wczesną jesienią 1947 r. w kilku depeszach informował o "radach?radzieckich przywódców zalecających aresztowanie i proces Mikołajczyka. Sprawę kilkakrotnie dyskutowano na posiedzeniach Biura Politycznego PPR bez entuzjazmu i konkluzji. Naszkowski pod koniec sierpnia nawet pofatygował się w tej sprawie do Warszawy. W rezultacie we wrześniu na wniosek Gomułki zalecono zbadać podstawy prawne dla wydania Mikołajczyka sądom w związku z Poczdamem, nie powodując jednak jego aresztowa nia. Szło o list brytyjskiego sekretarza stanu w Foreign Office Aleksandra Cadogana z 2 listopada 1944 r. do Tadeusza Romera, ministra spraw zagranicznych w rządzie emigracyjnym, w którym zawarte było brytyjskie zobowiązanie do popierania polskich rewindykacji granicznych na Zachodzie, łącznie ze Szczecinem. Mikołajczyk znał ten list, ale w Poczdamie nie poinformował o nim kolegów z Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Nie wykorzystano zatem tego argumentu w rozmowach z Anglikami i o to później miano doMikołajczyka pretensje. Dla procesu byłby to jednak powód raczej błahy. Sprawa nie miała dalszego biegu, do jej postawienia na forum Sejmu nie doszło, ale też nie utrzymała się w tajemnicy. Dowiedzieli się o niej pepesowcy i najprawdopodobniej Bolesław Drobner poinformował Mikołajczyka, wywołując jego zrozumiały niepokój. Porozumiał się on z ambasadą Stanów Zjednoczonych i prosił o pomoc w opuszczeniu Polski. 20 października "ewakuację?zorganizowano w dość niewymyślny sposób. Okoliczności były wielokrotnie opisywane. Anglicy ukrywali swój udział w operacji i dlatego dopiero w listopadzie poinformowali, że Mikołajczyk przybył do Wielkiej Brytanii samolotem z Niemiec. W tym samym czasie opuściło kraj w osobnych grupach i bez pomocy obcych ambasad kilku innych czołowych działaczy PSL: Stefan Korboński z żoną także via Gdynia, Kazimierz Bagiński z żoną przez Czechosłowację i skarbnik PSL Wincenty Bryja wraz z Marią Hulewiczową, sekretarką i przyjaciółką Mikołajczyka, oraz jego sekretarzem Mieczysławem Dąbrowskim przez zieloną granicę w Tatrach i Czechosłowację. Z oficjalnego dokumentu zamieszczonego w omawianym zbiorze wydaje się wynikać, że władze bezpieczeństwa dowiedziały się o tych ucieczkach dopiero 25 października, kiedy do premiera Józefa Cyrankiewicza zgłosili się posłowie PSL Stanisław Wójcik i Stanisław Bańczyk z informacją o "zaginięciu? Mikołajczyka oraz kilku jego współpracowników. Wtedy też rozpoczęło się formalne śledztwo. Początkowo nie prowadzono go zbyt gorliwie. Korboński wciąż przebywał w Gdyni, kontaktował się nawet z miejscowymi działaczami PSL i dopiero 27 października bez kłopotów przedostał się na szwedzki statek i odpłynął. Bagińscy też bez przeszkód przedostali się przez Pragę czeską na Zachód. Jedynie Bryję, Hulewiczową iDąbrowskiego poszukiwano z większym zapałem i lepszym skutkiem. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego 24 października zawiadomiło władze czeskie o tym, że są poszukiwani i znajdują się prawdopodobnie w rejonie Bratysławy, gdzie ich zatrzymano i deportowano do Polski.
Podglądanie
W całości rzecz wygląda bardzo zagadkowo. Mikołajczyk był w tym czasie zapewne najściślej inwigilowaną osobistością polityczną w Polsce. Otaczali go liczni agenci, musiała też chodzić za nim spora czereda szpicli z tzw. obserwacji zewnętrznej. W publikacji tygodnika "Wprost? w 2004 r. z powołaniem się na informacje jakiegoś emerytowanego esbeka wymieniano liczbę 30 funkcjonariuszy. Samochody ambasady amerykańskiej też zapewne były śledzone, zresztą wspomnienia organizatorów ucieczki mówią o jakiejś limuzynie, która uparcie towarzyszyła wiozącej Mikołajczyka ciężarówce. Dom szefa brytyjskiej linii żeglugowej zapewne też pozostawał pod nadzorem. Ówczesna Polska była już państwem policyjnym, może prymitywnym, ale dość sprawnym. I nikt niczego nie zauważył. Tylko posła Bryję i Marię Hulewiczową dopadnięto. Trudno uwierzyć, że obeszło się bez dyskretnej pomocy, bez uchylenia inwigilacji lub przynajmniej przymknięcia oka na jej sygnały. Jest to oczywiście hipoteza, śladów pisanych po takich operacjach zwykle się nie zostawia.
Spekulowanie
Skłonny do fantazjowania Dariusz Baliszewski wpadł przed laty na pomysł, że to Józef Stalin osobiście polecił postraszyć Mikołajczyka, skłonić go do ucieczki, a następnie ją ułatwić i osłonić. Nie chciał tolerować takiego opozycjonisty, ale procesu wolał uniknąć z obawy przed opinią Zachodu. To raczej karkołomna hipoteza. Stalin u progu zimnej wojny z opinią Zachodu się nie liczył, a procesy zawsze miał w ulubionym repertuarze. Pełny pluralizm polityczny zakładający wyborczą rywalizację partii Gomułka wykluczał zarówno z powodów doktrynalnych i geopolitycznych (niedo przyjęcia dla ZSRR), jak też pragmatycznych, oznaczałoby to bowiem utratę władzy przez PPR. Jednak chciał zachować pluralizm częściowy, kontrolowany i negocjowany, w którym partie polityczne rezygnują z walki wyborczej, negocjują podział wpływów i współpracują, zachowując odrębność i autonomię. Stosunki PPR z tzw. odrodzoną PPS uważał za modelowe pod tym względem. Odważnie też bronił tego modelu w polemice z Andriejem Żdanowem na konferencji w Szklarskiej Porębie (wrzesień 1947 r.), na której powołano Kominform. Od roku 1945 marzył o skłonieniu PSL do pogodzenia się z takim ograniczonym pluralizmem, teraz nadarzała się okazja, aby to wymusić. Po ucieczce Mikołajczyka wielu działaczy PSL gotowych było na to przystać.
Zakończenie
Historia potoczyła się inaczej. Po kilku miesiącach upadł również Gomułka oskarżony o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. Załamała się jego koncepcja polskiej drogi wraz z pomysłem negocjowanego pluralizmu. Na pewien czas zwyciężył uniformizm Stalina. Ale nie do końca. Po ucieczce Mikołajczyka kilku bliskich mu działaczy PSL aresztowano i przez parę lat więziono, jednak do wielkiego procesu ludowców nie doszło. W 1951 r. sądzono Wincentego Bryję iMarię Hulewicz oraz trzech innych współpracowników Mikołajczyka niższej już rangi, zapadły wyroki od 5 do 12 lat. W1954 r. wszyscy odzyskali wolność, a w 1957 zostali oczyszczeni z winy. Maria Hulewiczowa wyszła potem za płk. Janusza Przymanowskiego i miała swój udział w powstaniu słynnego serialu "Czterejpancerni i pies?; jest współautorką scenariusza. Wielu historycznych przywódców PSL (Józef Niećko, Czesław Wycech, Władysław Kiernik, Kazimierz Banach) znalazło się w szeregach ZSL, a po 1956 r. przejęło na kilkanaście lat kierownictwo tym stronnictwem.
Foto popis| Wpace samochodu ciężarowego ambasady przewieziono ukrytego za bagażami Mikołajczyka do Gdyni, tam spędził noc, przespał się i zjadł śniadanie w willi brytyjskiego urzędnika linii żeglugowych, później bez większych kłopotów wszedł na brytyjski statek handlowy "Baltavia? i po kilku godzinach odpłynął. Foto popis| Skłonienie Mikołajczyka do ucieczki leżało natomiast w oczywistym interesie ówczesnej, wciąż jeszcze kierowanej przez Gomułkę ekipy PPR. Mieściło się doskonale w modelu polskiej drogi do socjalizmu.