Numer 47/2008
Blog Magdy Cień Blog Agnieszki Wołk-Łaniewskiej Blog Izy Kosmali Blog Gadzinowskiego

Bagsik show

Autor: Michał Płowecki / Andrzej Rozenek
Strona: 10

Bagsik show

Gdzieś w Polsce jest bezwartościowy kwit. Uganiają się za nim gangsterzy, adwokaci, biznesmeni i prokuratorzy wierząc, że wart jest majątek.

Po I wojnie światowej Niemcy przeżywały zapaść gospodarczą. Bezrobocie sięgało 30 proc. Na państwie spoczywały olbrzymie zobowiązania finansowe. Właśnie wtedy rząd Niemiec postanowił wydać obligacje w formie pożyczki zagranicznej. Papiery miały wartość w dolarach, markach i złocie. Ich oprocentowanie było różne. Obligacje zaczęto wydawać w latach 20., zakończono na początku lat 30.

W 1945 r. część już wykupionych (spłaconych) obligacji znajdujących się w Banku III Rzeszy wpadła w ręce Armii Czerwonej. Reszta była ukryta w różnych częściach Niemiec. Te z kolei trafiły do Amerykanów. I tak rozpełzły się po całym świecie. Przynajmniej jedna z nich dotarła do Polski.

Jeden papierek dwa miliony

German External Loan 1924 – tak nazywa się ten papier. Jest to 7-procentowa obligacja o wartości nominalnej 1000 dolarów w złocie. Do Polski trafiła z RPA najprawdopodobniej w drugiej połowie lat 90. Nie do końca wiemy, w jaki sposób jej posiadaczem stał się Bogusław Bagsik. Wiemy natomiast, że w roku 2001 zaniósł ją do kancelarii adwokackiej Kisielewski i Wiciak.

W tym czasie były szef Art B kręcił się wokół PKP. Spółki, którym doradzał (Bagsik nie może, a pewnie i nie chce, pełnić oficjalnych funkcji w spółkach), przewalały ogromną kolejową kasę. Jedna z nich, którą zawiadywał wówczas były dyrektor generalny PKP Jan Janik, zdeponowała w kancelarii Kisielewskiego i Wiciaka 1,5 mln zł. Bagsik w sobie tylko wiadomy sposób namówił Wiciaka do naruszenia depozytu. Podjął z niego 800 tys. zł. W zamian zostawił rzeczoną obligację wartą – jego zdaniem – grubo ponad 2 mln zł.

Do obligacji była podpięta wycena sporządzona przez Siemens Finance sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, polskiej odnogi znanego niemieckiego koncernu. Pod wyceną podpis złożył ówczesny prezes zarządu Siemens Finance Włodzimierz Szymanowski. Wycenił wartość rynkową obligacji na 2 059 931,17 zł. Kolejny kwit uwiarygodniający ten papier – analizę prawnych aspektów kupna i wykorzystania na terenie Rzeczpospolitej Polskiej – sporządziła kancelaria prawna Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego.

Adwokat ze spluwą

11 stycznia 2002 r. wspólnicy kancelarii adwokackiej pokłócili się. Wpływały nie zapłacone faktury za wynajem pomieszczeń. Kisielewski chciał się pozbyć Wiciaka, kazał mu zabrać rzeczy i won. Doszło do szarpaniny.
Wiciak wyciągnął zza pasa pistolet. Kierowca mecenasa wyrwał mu giwerę i powalił na glebę jej właściciela. Przyjechała policja. Opierając się na zeznaniach Wiciaka prokurator postawił mecenasowi i jego kierowcy zarzut próby kradzieży z sejfu kancelarii obligacji wartej ponad dwie bańki.

W warszawskiej knajpie Bonanza odbywały się negocjacje pokłóconych wspólników. W sprawę obligacji obydwie strony wmieszały tak zwane miasto. W restauracji w jednym czasie zjawił się kwiat pomrocznej przestępczości: "Krakowiak", "Nastek", "Dax" i pomniejsi gangsterzy. Oni też mieli chrapkę na obligację.

Kisielewski i jego kierowca Wojciech Frąckiewicz trafili na półtora roku do aresztu. Ujmując to inaczej – Kisielewski chciał ukraść obligację z własnego sejfu. Sam ten fakt powinien już wzbudzić czujność prokuratury.

Papier do dupy

Kopnęliśmy się do Siemens Finance, żeby zapytać, czy istotnie wyceniono tam obligację. Powiedziano nam, że absolutnie nie! Siemens Finance zajmuje się leasingiem, a nie wycenami. Dostarczyliśmy zatem Siemensowi kwit, na którym jak byk stoi nazwisko prezesa i wyceniona wartość obligacji. Od tej pory Siemens Finance Polska zamilkł na dobre.

Pytaliśmy też, czy prokuratura interesowała się historią kwitu? Okazało się, że nie. Czyli zamknięto ludzi w pierdlu bez wnikania w to, czy papier, który rzekomo chcieli zgarnąć, istotnie jest coś wart.

Znana jest nam opinia członka zarządu Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej S.A. Ten niewątpliwy fachowiec od obrotu papierami wartościowymi twierdzi, że zgłosił się do niego Michał Wiciak z obligacją. WGI rozesłała po całym świecie wieści, że ma tak drogocenny papier. Po upływie dwóch tygodni zaczęły spływać oferty z firm zagranicznych. Oferty te miały charakter numizmatyczny, a nie rynkowy. Za papier oferowały najwyżej 2–3 tys. dolków. Skąd zatem te 2 mln?

Informacji o obligacjach szukaliśmy też w Internecie. Okazało się, że podobny papier można kupić za parę dolców na giełdzie internetowej (repr.). Znaleźliśmy też wypowiedź gościa, który twierdzi, że takich obligacji ma kilka i chętnie je odsprzeda kolekcjonerom.

Z tego, co udało się nam ustalić, wynika także, że rząd niemiecki spłacił już wszystkie zobowiązania finansowe zaciągnięte w postaci obligacji. To też nie jest ciężko ustalić. Wystarczy zapytać w Banku Federalnym Niemiec.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że prokuratura nie ma nawet oryginału obligacji. W sądzie żaden biegły nie chce wydać opinii o wartości kwitu. Być może obligację posiada Michał Wiciak, który dalej wierzy, że jest ona warta majątek. Prokuratura też zdaje się w to wierzyć.

Sprawa niebawem znajdzie swój finał przed sądem.

* * *

Twórca cudownego oscylatora Bagsik swego czasu spowodował rewolucję w systemie bankowym. Teraz, nauczony doświadczeniem z Art B, robi "interesy" cudzymi rękami. Być może

PS Już po złożeniu artykułu do druku odezwała się firma Siemens Finance. Członek zarządu Michał Jarecki napisał, że SF nie prowadzi analizy wartości papierów wartościowych. Dokument, który przedstawiliśmy, z nagłówkiem jego firmy i podpisem ówczesnego prezesa spółki (Włodzimierza Szymanowskiego) jest jednak autentyczny. Działalność Pana Szymanowskiego w tym przedmiocie wykraczała poza zakres działalności spółki – podkreśla Jarecki i dodaje, że Szymanowski nie jest już członkiem zarządu ani pracownikiem Siemens Finance. Czyli kwit, który posłużył do zawyżenia wartości obligacji, nie jest fałszywy, ale Siemens nie chce mieć z nim nic wspólnego.dlatego finezja tych interesów nie dorównuje oscylatorowi. Choć wyciągnięcie 800 tys. zł za papier pozbawiony wartości też ma urok.