Numer 27/2009
Blog Magdy Cień Blog Gadzinowskiego

Ruch oporu

Autor: Mateusz Cieślak
Strona: 14

Ruch oporu

„NIE” rozmawia z BOGUSŁAWEM ZIĘTKIEM, przewodniczącym Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”, jednym z założycieli Komitetu Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników.

– Co jest bardziej skuteczne w walce o prawa pracownicze – taczki, pałki, kamienie czy zgniłe jajka?

– Są jeszcze na przykład starcia uliczne. Takie środki to jednak ostateczność. Czasem wystarczą działania prawne zmuszające pracodawców do respektowania obowiązujących przepisów. Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników przygotowuje się zarówno do ulicznych protestów, jak i do sądowych batalii.

– Dzięki radykalnym poglądom Andrzej Lepper jest dzisiaj wicemarszałkiem Sejmu RP, a bracia Kaczyńscy rządzą Polską. Dlaczego w dzisiejszej Polsce jest w cenie radykalizm?

– Miliony ludzi znajdują się w dramatycznej sytuacji. Pracownicy nie dostają wynagrodzeń, zmusza się ich do podpisywania lojalek, są poniżani, wyrzucani z pracy pod byle pretekstem. 90 procent bezrobotnych pozbawionych jest prawa do zasiłku. Pracodawcy, którzy pozbawiają ludzi wynagrodzeń, czują się bezkarni, gdyż instytucje państwa nie reagują na przypadki deptania godności pracowników i łamania ich praw. Jeśli nawet takie sprawy trafiają do sądów, to procesy ciągną się latami. Ludzie mają głębokie poczucie krzywdy. Stąd się bierze radykalizm postaw. Tylko w jeden sposób można ten radykalizm powstrzymać – państwo musi stać po stronie słabszych i krzywdzonych.

– Jan Krzysztof Bielecki, Henryka Bochniarz czy Donald Tusk zapewne powiedzieliby coś przeciwnego.

– W Polsce obowiązuje moda na liberalizm, zmniejszanie kosztów pracy, obniżanie wynagrodzeń. Prawo pracy ulega takim zmianom, by ułatwić życie pracodawcom. Ci coraz łatwiej mogą zwalniać pracowników, obniżać pensje. W efekcie mamy najwyższe bezrobocie wśród krajów Unii Europejskiej i jedną z najniższych płacę minimalną. Mamy ogromne i stale pogłębiające się rozwarstwienie społeczne. Będzie jeszcze gorzej. Przygotowywana jest nowelizacja kodeksu pracy, która jeszcze bardziej ogranicza prawa pracowników, swobody związkowe, a nawet wprowadza lokaut. W przypadku strajku właściciel firmy będzie mógł w trybie natychmiastowym wyrzucić całą załogę na bruk. Możliwość stosowania lokautu w powiązaniu z trzymilionowym bezrobociem oraz bezkarnością pracodawców, którzy łamią prawo, skutecznie zniechęci pracowników do wszelkich prób buntu. Już teraz ludzie boją się upominać o swoje prawa. Komitet powstał po to, by powstrzymać tę ofensywę liberałów.

– Dlaczego więc nie powstał 10 lat temu, gdy masowo zamykano fabryki i zwalniano miliony ludzi?

– W ostatnich miesiącach doszło do szczególnie bezwzględnych działań wobec działaczy związkowych, którzy stanęli w obronie prześladowanych pracowników. W listopadzie 2005 r. za zorganizowanie akcji protestacyjnej wyrzucono z pracy pięciu członków związku „Sierpień 80” w kopalni Budryk na Śląsku, wśród nich przewodniczącego Krzysztofa Łabądzia. To samo spotkało Dariusza Skrzypczaka, przewodniczącego „Solidarności” w poznańskiej Goplanie. Został zwolniony za to, że ujawnił prasie plany zarządu firmy dotyczące obniżenia wynagrodzeń dla załogi. Z Frito Lay wyrzucono działacza „Solidarności” Sławomira Zagrajka, bo ujawnił stosunki panujące w tej firmie. W Delli w Zamościu zwolniono członków „Solidarności” i OPZZ. Komitet będzie bronił także tych ludzi, którzy nie są członkami żadnego związku zawodowego. Będzie występował w imieniu pracowników hiper- i supermarketów. Ma też chronić interesy tych Polaków, którzy pracują za granicą. Tylko w zeszłym roku z Polski wyjechało blisko 300 tysięcy ludzi do pracy w krajach Unii Europejskiej. Niektórzy z nich są traktowani jak niewolnicy. Chcemy ich bronić razem ze związkowcami z tamtych krajów. Ci widzą w tym swój interes, bo skoro można mniej płacić Polakom, to czemu więcej płacić swoim.

– W Polsce nie od dziś istnieją organizacje stawiające sobie za cel obronę pracowników. Działają wielkie centrale związkowe: OPZZ i „Solidarność”.

– Centrale związkowe są bierne i nieskuteczne. Ze swoją skostniałą biurokracją zmieniły się w nikomu niepotrzebne urzędy. „Solidarność” i OPZZ ograniczają swoją aktywność do udziału w Komisji Trójstronnej i zupełnie nieistotnych sporów z rządem o to, czy podwyżka płac w przedsiębiorstwach państwowych wyniesie 3 procent czy tylko 2,5. Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” zajmuje się autolustracją. Ludzie mają zupełnie inne problemy.

– Dlaczego Komitet ma okazać się bardziej skuteczny niż organizacje zrzeszające po kilkaset tysięcy ludzi?

– Komitet tworzą działacze różnych związków zawodowych, które dotychczas nie potrafiły ze sobą współpracować: „Solidarność”, OPZZ, „Sierpień 80”, a także reprezentanci bezrobotnych, przedstawiciele wielu lewicowych organizacji. Połączył nas gniew na bezczynność organów państwa, które nie reagują na powszechny wyzysk i bezprawie, złość na tych, którzy bezkarnie łamią prawo, aby osiągać coraz większe zyski. Nie będziemy biernie oczekiwać kolejnego ciosu ze strony liberałów. Przedstawimy własną propozycję nowelizacji kodeksu pracy.

– Krajem rządzą PiS i bracia Kaczyńscy. Obaj byli związani z Komitetem Obrony Robotników. Podczas kampanii wyborczej deklarowali obronę biednych i słabych, a gdy zdobyli władzę, dali ludziom becikowe, obiecali podwyżkę rent i emerytur.

– To paradoks historii, że pod rządami braci Kaczyńskich dochodzi do nasilenia się represji wobec pracow-ników i związkowców. Działania PiS i Kaczyńskich nie rozwiązują żadnego z ważnych społecznych problemów. Becikowe nie zlikwiduje biedy ani bezrobocia. Kolejna komisja śledcza czy zlustrowanie 100 tysięcy ludzi nie ograniczy bezprawia pracodawców. Są za to próby ograniczania swobód obywatelskich i związkowych. Wystarczy wspomnieć urzędowy zakaz marszu w Poznaniu czy sądowyzakaz strajku w kopalni Budryk. Jeśli Kaczyńskim dziś wolno rozpędzać demonstracje światopoglądowe, to jutro będą używać siły wobec demonstrujących w obronie wynagrodzeń lub prawa do strajku. Przedsmak tego mieliśmy, gdy minister Dorn zagroził lekarzom, że weźmie ich w kamasze. Dorzućmy jeszcze ręczne sterowanie wymiarem sprawiedliwości przez ministra Ziobro, a pojawi się obraz tego, co nas czeka w przyszłości. Kaczyńscy najpierw poradzą sobie z demokracją, a potem ciosy ich władzy spadną właśnie na tych, którzy wyjdą na ulice, by upominać się o prawa pracowników. Być może teraz jest ostatni moment na samoorganizowanie się społeczeństwa, aby było ono zdolne przeciwstawić się dyktatorskim zapędom.