Numer archiwalny
Blog Magdy Cień Blog Gadzinowskiego

Husaria na osłach

Numer: 16/2006
Autor: Jerzy Urban
Strona: 15

Husaria na osłach

Ludwik Stomma sporządził odtrutkę na obowiązującą teraz całkowicie skłamaną rządową wersję historii Polski. Antidotum ma postać niewielkiej książki „Polskie złudzenia narodowe”.

Autor mieszka we Francji, jest profesorem paryskiej Sorbony, znajduje się więc poza zasięgiem policji historycznej, czyli Instytutu Pamięci Narodowej imienia dr. Alzheimera, który tropi szkalowanie. Nie wyrzuci Stommy z posady Instytut Wychowania Narodowego – inny z wielu organów patriotycznego przymusu. Ten ma pilnować, aby w szkołach i mediach przedstawiano szowinistyczną baśń o przeszłości naszego kraiku.

Kiedy upadnie władza PiS wraz z jej zagraniczną „polityką historyczną”, rozumnie będzie oprzeć całe nauczanie historii na książeczce Stommy właśnie, aby szybko odgnoić umysły uczniów i studentów.

* * *

Swój kurs historii Stomma zaczyna od opowieści o tym, jak naprawdę w dawnych wiekach wyglądał w oczach cudzoziemców nasz zapuszczony, brudny, ciemny, pijany kraj. Polska, a potem wielonarodowa Rzeczpospolita, istniała poza Europą właściwą. Jej terytorium toczyło się na rolkach.

Autor przeczy temu, że nasza ojczyzna była odwieczną ofiarą ruskiej i niemieckiej ekspansji. Twierdzi, że stanowiła arenę ustawicznych bitew wewnątrzpolskich. Naśmiewa się z mitu wsi i chłopa. Wywodzi, że dla 90 proc. ludności Rzeczpospolita stanowiła coś przypominającego późniejszy lagier w Oświęcimiu. Przeczy Stomma, iżby ktokolwiek z zewnątrz Polaków rozpijał. Wyśmiewa mity o zgonach znanych Polaków sławionych pośmiertnie za rzekomo bohaterskie samobójstwa. Dowodzi, że Polacy to społeczność okrutników, a stosy dla czarownic płonęły u nas tak jak wszędzie. Ich podpalanie – jak wszystko w Polsce – nastąpiło, tylko ze spóźnieniem. Uznaje za lipę naszą firmową tolerancję religijną. Zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem zalicza do błędów politycznych. Konstytucji 3 maja odmawia postępowości i znaczenia. Brzydzi go rozkład i degeneracja cechujące Wielką Emigrację. Kładzie na łopatki mit przyjaźni polsko-amerykańskiej i bitwy o Monte Cassino. Ośmiesza zakorzenioną nieprawdę o heroicznej postawie społeczeństwa wobec hitlerowskiej okupacji. Wszystkie zresztą mity narodowe zmyślane dla pokrzepienia serc i wywyższania Polaków Stomma negliżuje jeden za drugim bardzo ciekawie. Tyle że w miarę pisania opuszcza go pilność w dokumentowaniu faktów, a także słabnie pisarska odwaga. Przez to nie dopowiedział wielu prawd ważnych dla toku jego wywodu.

Powstanie warszawskie autor np. gani głównie za doprowadzenie miasta do zniszczenia. Tymczasem ów ulubiony przez Kaczyńskich wyczyn AK był pomnikowym dziełem głupoty militarnej, ale przede wszystkim politycznej. Zrobiono to powstanie jakby na obstalunek Józefa Stalina. Uzyskał on drugi Katyń na większą skalę dokonany rękoma Niemców, a więc bez brudzenia własnych. Wytracona została znaczna część pokolenia inteligenckiej młodzieży patriotycznej, przy tym wojskowo wyszkolonej, więc niebezpiecznej wtedy dla ZSRR. Klęska powstania tak jak wcześniej wrześniowa dała następstwa polityczne ogromnie ułatwiające przyjęcie w Polsce socjalizmu i pogodzenie się z radziecką dominacją. Przegrane powstanie skompromitowało bowiem londyński ośrodek polityczny, ukazało też, że Zachód porzucił Polskę. „Dość złudzeń panowie” – taki był po nim nastrój krajowej elity.

Zaniedbał Stomma rozprawić się z poprzednimi także powstaniami prowadzącymi za każdym razem do likwidowania polskiej większej lub mniejszej autonomii oraz wyniszczania elit. Do polskich złudzeń należy przecież przypisywanie powstaniom i innym czynom zbrojnym pożytku w postaci krzepienia ducha, utrwalania narodowej tożsamości, umacniania polskich dążeń do niepodległości. Inne niż Polacy mniej zrywne i nie tak straceńcze stare narody Europy Wschodniej mają przecież nie gorsze niż nasze społeczeństwo poczucie tożsamości. Tę samą co my niepodległość uzyskiwały one w 1918 r. nie mając za sobą upartych aktów samozniszczenia.

Wyśmiewając heroiczną wersję postawy Polaków wobec hitlerowskiej okupacji nie ośmielił się Stomma podważyć mitu o pożytkach konspiracji. Moim zdaniem wielki sens miało tylko tajne nauczanie. Ze zbrojnych zaś wyczynów antyniemieckich pożyteczne było tylko wysadzanie pociągów trochę utrudniające zaopatrzenie frontu wschodniego. Poza tym jednak konspiracja nosząca – i owszem – cechy kabotyńskie sprzyjała jedynie wyniszczaniu uczestników i zakładników. Powodowała dodatkowe utrudnianie ludziom życia pod okupacją. Zakaz chodzenia do kina czy prześladowanie aktorów czynnych zawodowo na apolitycznych scenkach dowodzi tego, że szefostwo „walki cywilnej” sądziło, iż czym gorzej ludziom, tym lepiej dla sprawy. Zdawało się też mniemać, że istnieją prohitlerowskie sympatie Polaków, którym trzeba zapobiegać sztucznie wymyślaną patriotyczną dyscypliną.

Brakuje u Stommy także głębszej i szerszej oceny sławionej obecnie powojennej partyzantki i konspiracji antykomunistycznej odżywiającej się złudzeniem rychłego wybuchu trzeciej wojny światowej. Nie rozważającej przy tym konsekwencji dla Polski niechybnych w jej trakcie wybuchów nuklearnych na naszym terytorium. I nieuchronnej, gdyby wojnę wygrał Zachód, korekty jednej tylko granicy Polski – zachodniej mianowicie.

Mając zaostrzony przez Stommę apetyt na Stommę nakreśliłem autorowi plan drugiej edycji „Polskich złudzeń narodowych” – wydania poprawionego i rozszerzonego.

Ludwik Stomma, „Polskie złudzenia narodowe”, wyd. Sens, Poznań 2006.