Numer archiwalny
Blog Magdy Cień Blog Gadzinowskiego

Podsłuchiwani

Numer: 38/2007
Autor: Henryk Schulz
Strona: 1

Podsłuchiwani

Publikujemy listę polityków i działaczy społecznych, których rozmowy telefoniczne były lub są stale podsłuchiwane. Wykaz pochodzi z kręgów policyjnych. Jak się domyślamy, nie obejmuje podsłuchów prowadzonych przez tajne służby specjalne. Spis publikujemy w takiej formie, w jakiej go uzyskaliśmy: z błędnie niekiedy podanymi nazwiskami i funkcjami. Pochodzi on ze źródła godnego zaufania, które nie może być posądzane o udział w prowo- kacji lub manipulacji.

Szef CBŚ Jarosław Marzec: – A nie masz jakiegoś numerku, żeby mi szybko podać? (Chodzi o numer telefonu, który na pewno nie będzie na podsłuchu – przyp. H.S.).

Szef Komendy Głównej Policji Konrad Kornatowski: – No nie mam, ale przecież to jest czyste, więc nawijaj. (Telefon czysty, czyli nie objęty podsłuchem – przyp. H.S.).

Tak 13 lipca w gawędzili przez telefon dwaj najważniejsi policjanci. Telefon komendanta głównego policji nie był „czysty”. Konrada Kornatowskiego podsłuchiwała ABW. W Najjaśniejszej aż 9 służb specjalnych zajmuje się podsłuchiwaniem rozmów telefonicznych.

250 tysięcy billingów

Trudno ocenić rzeczywiste rozmiary podsłuchowego procederu. Wiadomo tylko, że liczba podsłuchów z roku na rok rośnie lawinowo. W roku 1991 ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Wiesław Chrzanowski zgodził się na założenie zaledwie ok. 1000 podsłuchów. W 2004 r. zainstalowano już 6531 podsłuchów. Objęto nimi ok. 300 tysięcy podejrzanych osób. Bez zgody sądu zainstalowano 789 podsłuchów, z czego sądy – ex post – nie zatwierdziły 19.

W marcu zeszłego roku dziennikarz „Gazety Wyborczej” Wojciech Czuchnowski (według Kaczmarka ofiara podsłuchu założonego na polecenie Ziobry) podał nieoficjalne dane o podsłuchach. Wedle Czuchnowskiego podsłuchów założono aż 20 tysięcy, a policjanci zażądali od operatorów sieci komórkowych 250 tysięcy billingów.

Po upublicznieniu przez byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka informacji o podsłuchiwaniu dziennikarzy i polityków Zbigniew Ziobro i inni kaczyści uporczywie powtarzali w mediach, że wprawdzie pod ich rządami rzeczywiście instalowano dziennikarzom i politykom podsłuchy, ale wszystkie były zakładane legalnie, z poszanowaniem demokratycznych procedur. Co to znaczy?

Boże, słyszysz i nie grzmisz...

Czy legalność – tzn. na przykład formalna zgoda na zainstalowanie podsłuchu – gwarantuje, że podstawowe prawo człowieka do prywatności jest przestrzegane? Sięgnijmy w przeszłość, do osobistych doświadczeń Jarosława Kaczyńskiego, który w latach 1992–1993 był niby to „legalnie” podsłuchiwany.

W „Wyborczej” z 29 października 1999 r. Jarosław Kaczyński wyznał: Prowadzenie śledztwa w sprawie mojej sekretarki umożliwiało zainstalowanie legalnego podsłuchu w siedzibie PC. Gdyby zapytać, czy podsłuchiwano PC, to UOP odpowie: oczywiście nie. Bo podsłuch, który założono w wojewódzkiej siedzibie PC, był zarejes-trowany w związku ze śledztwem w sprawie sekretarki, a nie w związku ze statutową działalnością partii.

Tak oto 8 lat temu Kaczor skarżył się na manipulowanie prawem i niby „legalne” podsłuchy. Pod rządami Kaczora Centralne Biuro Antykorupcyjne zastosowało identyczny trik„legalizacyjny” wobec Andrzeja Leppera. Podsłuch „zalegalizowany” w związku z podejrzeniem Ryby i Kryszyńskiego o korupcję pozwolił na podsłuchiwanie wicepremiera Leppera (a przy okazji także wicepremiera Giertycha oraz kilkunastu posłów na Sejm, a także kilku dziennikarzy utrzymujących z Lepperem stały kontakt telefoniczny). Jak widać, nawet „legalne” podsłuchy były i są na szeroką skalę wykorzystywane do nielegalnych i niecnych celów.

Nie przesłyszałeś się

Sądowa kontrola podsłuchów jest tylko listkiem figowym skrywającym faktyczną naturę podsłuchowych działań specsłużb w Najjaśniejszej. Przyznał to Trybunał Konstytucyjny, który w uzasadnieniu do wyroku z 12 grudnia 2005 r. (sygn. akt K 32/04) stwierdził: Mimo pozornej doskonałości tej sądowej kontroli działań operacyjnych, w praktyce rola sądu podlega tu zasadniczym ograniczeniom ze względu na informacyjną przewagę podmiotu podejmującego czynności operacyjno-rozpoznawcze.

Polskie prawo pozwala władzy na podsłuchiwanie nawet poza tą mało skuteczną kontrolą sądu. W „przypadkach niecierpiących zwłoki” policja, CBA i ABW mogą przez 5 dni legalnie i bezkarnie podsłuchiwać każdego, kogo tylko zechcą – stanowi o tym art. 19 ust. 3 ustawy o policji. Po 5 dniach łapsy muszą ten podsłuch zalegalizować w sądzie albo nagrania zniszczyć. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po jednodniowej przerwie tego rodzaju operację bezkarnie wznowić na następne 5 dni, potem na kolejne 5 dni – i tak w kółko. Z wiarygodnego źródła wiemy, że tego rodzaju „prewencyjne” podsłuchy – niezgodne z duchem ustaw – policja zakładała na telefonach niektórych agencji towarzyskich, a ABW na telefonach biznesmenów robiących interesy w Rosji.

Co z tego, że materiał z tego rodzaju nie zalegalizowanego podsłuchu nie może być użyty w sądzie. Przecież to, co nie daje się wykorzystać procesowo, może być świetnie spożytkowane w rozgrywkach politycznych. Nixon kazał założyć nielegalny podsłuch w Watergate nie po to, aby mieć dowody dla sądu, lecz po to, aby poznać taktykę przedwyborczą swych przeciwników!

Pewnego rodzaju tamę dla nadużywania podsłuchów w tzw. sprawach niecierpiących zwłoki mógłby stworzyć przepis nakazujący policji oraz CBA powiadomienie osób podsłuchiwanych, że były inwigilowane w tym trybie. Obowiązujące w Polsce prawo tego nie nakazuje.

Posłuchaj, obywatelu

Po wynurzeniach Kaczmarka sprawa podsłuchów nabrała w Najjaśniejszej wielkiego rozgłosu i rozindyczyła dziennikarzy. Ale przecież do skandali podsłuchowych dochodziło już na początku lat 90. W 1991 r. przeprowadzono operację „Pamela”, w ramach której podsłuchiwano Kwaśniewskiego i Millera. W 1992 r. – w czasie gdy policję i UOP nadzorował Macierewicz – dochodziło do nielegalnych podsłuchów i bezprawnych obserwacji towarzyszących. Taką wiedzę przekazał w październiku 1997 r. Konstanty Miodowicz w radiowej rozmowie z Moniką Olejnik. Niestety nie ujawnił, kto był podsłuchiwany na polecenie Macierewicza oraz Naimskiego i Tarachy.

W 1992 i 1993 r. specsłużby podsłuchiwały m.in. Jarosława Kaczyńskiego oraz Piotra Ikonowicza z lewicy. W 2001 r. prawdopodobnie podsłuchiwano dziennikarzy „Rzeczpospolitej” w związku ze śledztwem zleconym przez Jarosława Kaczyńskiego. Informował o tym w lipcu 2001 r. Stanisław Iwanicki na naradzie prokuratorów z udziałem premiera Buzka.

W Najjaśniejszej nikt nigdy nie został skazany za podsłuchowe ekscesy. Skandale podsłuchowe ujawnione ostatnio przez Janusza Kaczmarka też rozejdą się po kościach, a za jakiś czas znowu wypłyną na światło dzienne kolejne podsłuchowe afery, a ich sprawcy także pozostaną bezkarni.