Numer 34/2008
Blog Magdy Cień Blog Agnieszki Wołk-Łaniewskiej Blog Izy Kosmali Blog Gadzinowskiego
Piorun


ŁOŚ

W związku z tym, że prokuratura zabiera się za tematy zastępcze przypominamy nasze artykuły o historii łosia.



[kliknij aby przeczytać więcej]
Oko w oko z mordercą

Spotkanie z mordercą zawsze robi na mnie wrażenie. A ze szczególnym zwyrodnialcem powoduje drżenie dłoni i lęk o własne życie. Ten, z którym miałam się spotkać, z zimną krwią zastrzelił (TVN 24), z zimną krwią, w sposób absolutnie bandycki (blog Jurka Owsiaka), autor pyta też: Czy ten zbrodniczy gest, który cofnął obraz Polski o całe dziesięciolecia do tyłu... Oczywiście, mógł cofnąć do przodu, ale się nie udało. Zabić, zabić, za wszelką cenę zabić! Można takie stwierdzenie odnieść do wojny! (Interia), Szaleniec czy psychopata? - pyta przerażony autor.
Szczupły, wysoki mężczyzna nie ma przy sobie broni. Podaję dłoń mordercy, szaleńcowi i psychopacie w jednym.
Jego życie - inspektora do spraw łowiectwa - zmieniło się 12 maja. Tego dnia zgodnie ze swoimi obowiązkami pełnił dyżur. Była to już czwarta interwencja tej nocy. Obejrzał już martwego dzika, który pokiereszował samochód i siebie, nieżywego bobra i zajączka. Działał na podstawie ustawy o ochronie zwierząt z 21 sierpnia 1997 r. Wypełniał obowiązki określone 31 sierpnia 2007 r. pismem p.o. dyrektora. Do zadań inspektora należy: Prowadzenie prac z zakresu łowiectwa (...)
- W przypadkach zawiadomienia przez koordynatora ds. łowieckich lub innych służb miejskich o wykroczeniu zwierzyny łownej na teren zurbanizowany miasta, czynne uczestnictwo w akcjach polegające na usunięciu zwierzyny z terenu zagrożonego
- W przypadkach szczególnych dokonanie uśmiercenia zwierzyny ze względów humanitarnych, sanitarnych lub na skutek agresywności zwierzęcia powodującego zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzkiego.
Tego dnia o piątej rano zawiadomiono go, że w okolicy ul. Ryżowej znajduje się żywy łoś, na miejscu jest policja i straż miejska. Zawiadomił dyżurnego weterynarza i ruszył. Gdy przybyłem na miejsce, łoś znajdował się w asyście służb mundurowych na otwartym terenie (stwierdziłem, że teren będzie odpowiedni do podjęcia próby uśpienia zwierzęcia). Cytaty pochodzą ze sprawozdania napisanego po interwencji. Łoś jednak nie trwał w wygodnym do uśpienia miejscu. Po kilku nieudanych próbach zawrócenia biegnącego około trzystukilogramowego łosia sytuacja zaczęła być bardzo niebezpieczna, gdyż sprowadziło się to do gonitwy radiowozów na sygnałach świetlnych i zatrzymywania ruchu na kolejnych ulicach, by zwierzę nie spowodowało tragedii.
Minuta utrwalona na filmiku pokazywanym potem w telewizji to zaledwie chwila z tej godziny. Weterynarz, który mógł przygotować środek nasenny, nie nadążał za ekipą. Widząc jednak sytuację inspektor podjął decyzję odstrzału. Padł strzał, potem drugi, żeby zwierzę się nie męczyło. Takie są zasady.
- Tej nocy miałem trzy interwencje wobec dzików. Jeden zabił się o samochód, a dwa udało się przegonić. Gdybym zabił dzika, nie byłoby takiej afery, bo "dzik jest dziki, dzik jest zły", jak mówi wierszyk, a łoś to przyjaciel z kreskówek. To nie jest trzysta kilo rozpędzonego zwierzęcia, to kolega do przytulania.
Gdybym użył środka usypiającego, mogło dojść do większej tragedii. Taki środek nie działa od razu, zwierzę przez 10 minut po strzale szaleje. Gdyby wtedy kogoś staranował, też byłoby na mnie. Igła do usypiania jest grubości wkładu do długopisu, trzeba ją wstrzelić w mięsień. Nie słyszałem, żeby łoś położył się przed upływem 10 minut. A wcześniej jest naprawdę groźny. Przerażony i zdezorientowany.
Po pierwsze dwie noce nie spał. Telefony dzwoniły bez przerwy.
- "Morderco zastrzelę cię jak łosia" - słyszał w słuchawce. Przestał odbierać. Żona bała się zaprowadzić dziecko do przedszkola. Na szczęście w małej miejscowości pod Warszawą niewiele osób go zna. Ale boi się, że pewnego dnia ktoś opowie córce, jakiego ma ojca potwora.
- A rodzina?
- Dwa dni temu zadzwonił ojciec. Powiedziałem, że to ja. Bracia nie dzwonili. Pewnie nie chcą mnie denerwować.
W środę w RMF FM podano informację zaiste wyciskającą łzy z oczu: Zabity w Warszawie łoś miał rodzeństwo. Wczoraj w okolicach Alei Jerozolimskich ekopatrol straży miejskiej natknął się na kolejnego łosia. Według weterynarza (bez nazwiska - przyp. red.) był to brat zabitego zwierzaka. (...) Jak widać miłość nie jest obca nawet dzikim zwierzętom. A co z bratem zabitego łosia? - pyta autor. I sam sobie odpowiada: Będzie odwiedzał Aleje Jerozolimskie, dopóki nie minie tęsknota.
Owej feralnej nocy nasz złoczyńca miał też interwencję w sprawie zająca. Jakiś człowiek o dobrym dla odmiany serduszku przyniósł kilkudniowego zajączka. Znalazł go w trawie.
- Zajęczyce po porodzie rozrzucają miot dookoła gniazda. Po to, żeby drapieżnik, jak się na nie natknie, zjadł tylko jedno. Reszta się uratuje. Na szczęście koło mojej działki też okociła się zajęczyca. Podrzuciłem malucha. Może się uda, bo tego małego już czuć człowiekiem. Szkoda, że nikt nie nakręcił filmiku, bo populacja zajęcy w Polsce nie chce się odbudować.
- Nie wrócę do tej pracy - mówi złoczyńca. - Nie nadawałbym się. Nie umiałbym podjąć decyzji.
Ja też lubię zwierzęta. Bardzo lubię łosie. W ubiegłym roku dostałam w prezencie polędwicę z łosia (wpadł pod samochód). Carpaccio z tego rarytasu, czyli surowe, cieniutko krojone mięso, ułożone na listkach rukoli, skropione oliwą truflową, posypane płatkami parmezanu, zachwyciło gości. W ich oczach może nawet przez chwilę widziałem łzy wzruszenia.
Łoś, brat łosia i bohater filmu, został odesłany do firmy utylizacyjnej.

Małgorzata Daniszewska NIE 23/2008 str. 1


Pokłosie łosia

Przypominamy za TVN 24: Funkcjonariusz Lasów Miejskich z zimną krwią zastrzelił w Warszawie łosia. Tego dnia ruszyło polowanie z nagonką na łowczego i weterynarza, który wydał decyzję odstrzału. Zwierzęcy doktor 30 maja napisał oświadczenie: Podjąłem decyzję konieczności sprawdzenia terenu i kierunku, w którym przemieszczał się bardzo szybko łoś. Stwierdziłem, że ruch w tym rejonie jest bardzo duży i nie ma możliwości przepędzenia zwierzęcia na teren otwarty. W tej sytuacji podjąłem decyzję o odstrzeleniu łosia.
"Super Express" rozdzierał szaty: Weterynarz Eugeniusz Mikłusz dziwi się nagonce na niego i łowczego. - Powinienem za tę decyzję dostał order - mówi. Jego zdaniem populację 200 łosi w Puszczy Kampinoskiej powinno się zmniejszyć o połowę. Inaczej zwierzęta coraz częściej będą zapuszczały się do miasta. Tytuł publikacji w "Metrze": "Pan weterynarz chciałby orderu".
Pan weterynarz już nie chce orderu, ponieważ umarł.
Około pierwszej w nocy 14 czerwca został zawiadomiony, że do zbiornika wpadł łoszak. Tym razem zwierzę można było uśpić i wyciągnąć na brzeg. Strażnicy razem z weterynarzem brodzili w wodzie, żeby uśpione zwierzę się nie utopiło.
Przez ostatni miesiąc weterynarz zbierał tyle obelg, że tym razem starał się ponad miarę. Znał się na zwierzętach jak mało kto. Nad wodą biegała klępa. "Super Express" tym razem nie ironizował: Były obawy, że zaatakuje ludzi. Eugeniusz Mikłusz jednak zaryzykował. Podał uwięzionemu łosiowi środek nasenny. Potem zszedł do zbiornika i wspólnie ze strażnikami zaczęli wyciągać zwierzaka. W pewnym momencie weterynarz źle się poczuł. Wezwano karetkę. Pana Eugeniusza reanimowano półtorej godziny, ale bezskutecznie. Zmarł wskutek rozległego zawału. Dziennikarz zapomniał dodać, ze łoszak i klępa czują się dobrze. Zapomniał wspomnieć o morderstwie sprzed miesiąca. Zapomniał o orderze.
Redaktor Wajrak z "Wyborczej" miesiąc wcześniej radził: Parę minut powinno zajmować ściągniecie odpowiednio przeszkolonego lekarza weterynarii z odpowiednią bronią i środkami usypiającymi. Szybko i sprawnie zwierzę powinno zostać wywiezione za miasto. I dalej pytał: Agresywny, czyli co? Próbował kogoś pogryźć, rzucić się do gardła albo wziąć na rogi? Czy to było zwierzę niebezpieczne jak tygrys, lew, niedźwiedź, słoń lub nosorożec, czy po prostu przerażony łoś?
Wydawałoby się, że Wajrak powinien wiedzieć, co znaczy rozpędzone 300 kilo przerażonego łosia.
Po śmierci weterynarza w tejże "Wyborczej" ukazał się wzruszający nekrolog.
W ten sposób pan Mikłusz z mordercy awansował na bohatera. Tylko jemu już jest wszystko jedno...

Małgorzata Daniszewska NIE 26/2008 str. 16

Bez obrzydzenia

Autor: Piotr Gadzinowski
Strona: 15

Bez obrzydzenia

W maju 1999 r. na piechotę przekraczaliśmy z Piotrem Ikonowiczem granicę serbsko-rumuńską. Byliśmy w Belgradzie, by zaprotestować przeciwko amerykańskim bombardowaniom Serbii. Nie zgadzaliśmy się na taki sposób „rozwiązania” problemu Kosowa, do dzisiaj zresztą nierozwiązanego. Pojechaliśmy wbrew stanowisku ówczesnego kierownictwa SLD; psy na nas wieszały media sprzyjające koalicji AWS–UW. Gdy młody rumuński pogranicznik dokładnie obejrzał nasze paszporty dyplomatyczne i przełknąłinformację, że idziemy pieszo, bo tak lubimy, na pożegnanie rzucił galantnie i ironicznie: „Bon voyage!”.

Z Piotrem Ikonowiczem siedziałem w ławach sejmowych przez IV kadencję. Odszedł z SLD, bo nie zgadzał się z linią ideową Leszka Millera, dziś swoim kolegą z listy wyborczej Samoobrony. Oczywiście rzec mogę, nie wybrzydzaj, Gadzina, bo ty jesteś na wspólnej liście z byłymi działaczami Unii Wolności. Partii, która w 1999 r. bombardowania Serbii popierała. Działacze UW poparliby dziś podatek liniowy – tak jak Leszek Miller, który dziś startuje ze znów „lewicowej” Samoobrony. Podatek jakże obcy Piotrowi Ikonowiczowi. I pewnie Zygmuntowi Wrzodakowi, koledze Leszka Millera i Piotra Ikonowicza z listy Samoobrony. O tym, czy podatek liniowy bliski jest Andrzejowi Lepperowi, Wandzie Łyżwińskiej czy Renacie Beger, nie wspominam. Lepper prezentował zawsze takie poglądy, jakie mu były wygodne, a obie panie zwykle zgadzały się ze swym charyzmatycznym przywódcą.

Leszek Miller ogłosił, że chwyta się Samoobrony, bo w Sejmie chce przesłuchać Ziobrę i stworzyć nową lewicę. Piotr Ikonowicz nową lewicę tworzył. Teraz wylądował w partii najbardziej skomercjalizowanej politycznie.

Jeśli Ikonowicz wejdzie do Sejmu, to Samoobronę szybko porzuci. Jakieś zasady ideowe jeszcze mu chyba pozostały. Jeśli Leszek Miller do Sejmu też się dostanie, to niekoniecznie Leppera porzuci. Może startować na wicemarszałka, może zostać gwiazdą Samoobrony. Nowym Filipkiem. Aż do chwili, gdy trzeba będzie złożyć pokłon ojcu dyrektorowi Rydzykowi. O jego względy Andrzej Lepper już zabiegał i pewnie będzie zabiegał nadal. No chyba że za możliwość budowy nowej lewicy nawet to były przewodniczący SLD przełknie.

Lepper rzucił tratwę ratunkową Millerowi, bo liczy, że mu lewicowy elektorat w Łodzi do słabej Samoobrony przyciągnie. I pomoże jej przeskoczyć próg wyborczy. Dać immunitety sobie i paru osobom ze swej starej gwardii. Ikonowicz to szansa na zaistnienie Samoobrony w Warszawie. Nawet za cenę jego odejścia. Choć może w mandat Piotrka w stolicy Lepper nie wierzy. Ważne, by głosy lewicy podzieliły się.

Dzięki LiD do Sejmu może powrócić Marek Borowski, Jan Lityński, pojawić się Marian Filar i Bogdan Lis. Dzięki popularności Millera i Ikonowicza do Sejmu wejść może Zygmunt Wrzodak, Andrzej Lepper, panie Hojarska i Łyżwńska.

Jeśli znajdę się w Sejmie, to – podobnie jak Ikonowicz i Miller – deklaruję, że będę tam budował nowoczesną lewicę. Choć może się tak zdarzyć, że w wyniku rozproszenia głosów między listami LiD i Samoobrony któryś z nas albo nawet wszyscy do Sejmu nie wejdziemy.

Po 21 października okaże się, kto się chwytał tratwy ratunkowej.