Co wołk robi w nocy
Ze względu na nieczyste sumienie sen mam niespokojny. Jak każdy ćwierćinteligent oglądam wtedy telewizję. Najchętniej kanały filmowe, bo filmy się powtarzają po 30 razy i człowiek się czuje, jakby spotykał starych znajomych. Na przykład w tym tygodniu jestem po imieniu z Herkulesem Poirot oraz królem Syjamu Mongkutem.
Ale czasem pojawiają się też nowi znajomi. Francuski Canal+, na przykład, od paru dni reklamuje film o bliżej nieokreślonym tytule, który opowiada o „najstraszniejszym jak dotąd dniu XXI wieku”. Tym najstraszniejszym dniem okazuje się 11 września 2001. Jak widać, surowe konsekwencje, które USA wyciągnęły wobec Francji w związku z niedostatecznym entuzjazmem dla wojny z terrorem, nie poszły na marne. (Konsekwencje te, skądinąd, obejmowały głównie przemianowanie „frytek francuskich” na „frytki wolności”.) Osobiście, skłonna jestem uważać, iż „najstraszliwszym dniem XXI wieku” był 20 marca 2003, kiedy to posiadacz pary najmniejszych oczek świata w imię interesów naftowych swojej rodziny i przyjaciół napadł na Bogu ducha winny naród iracki, co jak dotąd kosztowało Irakijczyków ponad milion istnień ludzkich. Ale sądzę, iż większość rodaków nie będzie tu miała wątpliwości, iż najstraszliwszy – nie tylko w tym stuleciu, ale wręcz w tym millenium – był dzień 2 kwietnia 2005, godz. 21.37. W ramach sankcji za niedocenienie tego faktu przez żabojadowych propagandzistów proponuję przemianowanie „miłości francuskiej” na „miłość wolności”.
A skoro już jesteśmy przy osobach duchownych – czy zwrócili Państwo uwagę na kolejne urocze faux pas, które popełnił Pan Prezydent i jego dwór na okoliczność spotkania prezydentów Polski i Ukrainy? Otóż prowadzący spotkanie geniusz dyplomacji, Dyrektor Biura Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta RP Mariusz Handzlik nie przywitał prawosławnego arcybiskupa Lubelskiego i Chełmskiego, JE Abla. A nie przywitał go, albowiem go nie zauważył i nie był to w żaden sposób zamierzony afront, mimo, iż zauważył katolików i grekokatolików i to nawet nie arcy. Niepozorny arcybiskup Abel ma tak ze dwa metry w obrysie i tyleż mniej więcej wzdłuż. Nie zauważyć go to doprawdy sztuka godna dyplomaty.
