Agnieszka Wołk-Łaniewska

lipiec 24th, 2008

Polak mały dubeltowy

Posted by AWŁ in Uncategorized

Zauważyliście, że prawicowi publicyści w miarę postępującego zakuwania łbów w okowy patriotyzmu i kołtuństwa, upodobniają się do siebie coraz bardziej? Dwie dekady po upadku komuny bojownicy prawicy toczą nieprzejednaną walkę z komunizmem – i ostrość tej walki narasta, a jej rycerze coraz bardziej przypominają rozwrzeszczane bachory, które dają wyraz swym poglądom, rzucając się na podłogę i tłukąc o ziemię rączkami i nóżkami. Co śmieszniejsze, trudno dziś dostrzec intelektualną różnicę między Stanisławem Janeckim – naczelnym ciąganego niegdyś po sądach za obrazę uczuć religijnych „Wprostu” – i sierotą po Korwinie, publicystą Radia Maryja, Stanisławem Michalkiewiczem. Obaj prezentują tę samą dziecięcą antykomunistyczną histerię, a ich publicystyka posługuje się typową dla wieku młodzieńczego argumentacją z gatunku: „ jesteś głupi i masz wszy jak ruskie czołgi”.
Mały Staś Janecki nie wytrzymał nerwowo ironicznej uwagi Kiszczaka, że z dziennikarzami, co bardzo chcieli widzieć go w pierdlu, może się spotkać na wódce i zakąsce. Mały Staś Michalkiewicz rozryczał się na złośliwość Millera, który w blogu zasugerował powabnej Szczypińskiej, żeby zamiast przepraszać Solidarność za Wałęsę, przeprosiła Polaków za Solidarność. Obydwaj Stasiowie zareagowali tak samo – tłukąc powietrze malutki piąstkami i wrzeszcząc co sił w płucach, co jest reakcją męczącą dla ucha, ale trudno ją uznać za ciętą ripostę.
Staś Michalkiewicz, jak chłopczyk, który właśnie rozpoczął edukację przedszkolną i dzięki kolegom starszakom odkrywa nowe możliwości języka polskiego, wydeklamował wierszyk: „Mam nadzieję, że dla Leszka Millera jedyna szansa – to wydymać szympansa” i jeszcze upajał się nowo poznanym słówkiem „kurwa”. Mocno się upajał, bo słówko w dwuakapitowej notce pada trzy razy. Nasza szkoła! Tylko myśmy już z tego wyrośli. Staś Janecki z kolei w bezsilnej złości na Kiszczaka porównał go naraz do szefa gestapo i ojca chrzestnego, a także wydał z siebie szereg pisków na temat „kpienia w żywe oczy””, „plucia w twarz” i „pogardy dla Polaczków”.
To ostatnie, to bardzo trafna uwaga. „Polaczek” to mały Polak. Taki jak Staś J. albo Staś M. Nikt, broń boże, małymi Stasiami nie pogardza, ale nie lekceważyć ich nie sposób.
AWŁ

czerwiec 4th, 2008

Jeszcze o Olejniczaku

Posted by AWŁ in Uncategorized

Zauwżyliście, z jakim samozaparciem exprzewodniczący przekonuje wszystkich, którzy na niego nie głosowali, że mieli rację? W wywiadzie dla dziennika “Dziennik” Olejniczak wypowiedział się na temat zwolenników swego przeciwnika: „wielu zawiodło, okłamało mnie. Tego się nie spodziewałem. Byli tacy, którzy mówili, że będą głosować na mnie, a wiem na pewno, że tak nie głosowali”.
Statut SLD, artykuł 13., paragraf 2: Wszystkie głosowania, w których dokonuje się wyboru lub odwołania władz, wyboru delegatów oraz w sprawie udzielenia wotum zaufania, są tajne.
Rodzi się zatem pytanie: skąd exprzewodniczący Olejniczak wie, jak niektórzy głosowali? Uzyskiwanie takiej wiedzy jest wyraźnym złamaniem postanowienia statutu i intencji, które mu towarzyszyły. A intencje były takie, żeby członkowie partii nie bali się głosować, na przykład przeciw aktualnemu przewodniczącemu. A najwyraźniej mieli powody się bać, skoro łgali przewodniczącemu w żywe oczy, że go poprą, a zagłosowali przeciw. Olejniczak popiskuje: „Byli delegaci uczciwi, którzy przychodzili i mówili: sorry, ale głosujemy na Grześka - ich szanuję”. Ciekawe, jak ten szacunek przełożyłby się na ich kariery partyjne, gdyby Olejniczak wygrał.
A skoro już Olejniczak taką wiedzę posiadł – niechże zrobi z niej stosowny użytek, ale nie skarży się po gazetach, jak rozżalona panienka, uzupełniając pretensje wypominkami „dużo tej partii poświęciłem”. (Nawiasem mówiąc, wiecie może, co Olejniczak poświęcił? Gdyby Miller nie zrobił go ministrem w swoim rządzie, byłby nikim, gdyby SLD nie zrobił go swoim szefem, byłby byłym ministrem. A tak przez trzy lata brylował a salonach i wypełniał ekrany TV swoją śliczną buźką.)
Nawiązując do klasyka, Olejniczak zaczynał jak rozkapryszona primadonna, która każe się prosić, a kończy jak porzucona podkuchenna, która z zemsty chodzi po mieście i opowiada, że strażak ma małego fiutka. Nie wiem, jak Państwo ale ja na to bleeeee…

AWŁ

czerwiec 2nd, 2008

Napieralski i upiór Nałęcza

Posted by AWŁ in Uncategorized

Czy Napieralski to lepiej czy gorzej niż Olejniczak? Cholera wie, uczciwszy uszy. Dla SLD na pewno lepiej, bo trudno sobie wyobrazić lidera gorszego niż Olejniczak, ale generalnie dla lewicy niewykluczone, że gorzej – z tego samego powodu. Coraz częściej myślę sobie, że przyszła pora, żeby partię o nazwie SLD pozamiatać i na tym miejscu zbudować coś nowego. To coś nowego zapewne powinno mieć kształt starego SLD, czyli pozornie choćby partnerskiej koalicji partii, związków i organizacji, w której będzie miejsce dla szerokiego spektrum lewicowych bytów. Być może Napieralski daje szansę na SLD mniej arogancki i bardziej otwarty, niż dotychczas – ale dla tej koncepcji kluczowe jest dalsze osłabienie Sojuszu, co gwarantował Olejniczak. Jednak, szczerze mówiąc, znacznie bardziej niż same wybory w SLD, poruszyło mnie jedno ze zjawisk, które wystąpiły na jego marginesie, mianowicie ekshumacja Tomasza Nałęcza. Przez ostatnie parę tygodni upiór Nałęcza hulał po gazetach i ekranach, rozdając świadectwa moralności. Olejniczakowi przyznawał, nawet nie bez pewnego, hm, jaj kołysania. Napieralskiemu odmówił. W Napieralskim Nałęcza oburza stwierdzenie, iż nie było afery Rywina, a bez afery Rywina nie byłoby i Nałęcza, jako szefa komisji ds. afery Rywina, w ten więc sposób Napieralski neguje podstawy istnienia Nałęcza, czego Nałęcz wybaczyć nie może. Źródłem pewnego dyskomfortu dla Nałęcza mógłby być fakt, iż podstawy jego istnienia zanegowała także prokuratura, która w styczniu ostatecznie umorzyła śledztwo w sprawie zarzutów z raportu Ziobry nt. afery Rywina i to po dwóch latach prowadzenia go pod światłym przywództwem samego Ziobry. Ale mniejsza o to. To, co mnie szczególnie zachwyca, to fakt, że są jeszcze w polskich mediach ludzie, którzy Nałęczowi pozwalają wypowiadać się na temat moralności. Mówimy, na miłość boską, o facecie, który będąc szefem sztabu jednego z kandydatów na prezydenta został rzecznikiem innego kandydata na prezydenta i publicznie wzywał swojego pierwszego kandydata do wycofania się z wyborów. A potem jeszcze się oburzał, że ten pierwszy wylał go ze swojej partii. Nie wiem, jak Państwo, ale ja uważam, że to mistrzostwo świata. Nawet jak na to dość specyficzne rozumienie moralności, które towarzyszy polityce. W sumie zatem, zwycięstwo Napieralskiego ma jeden niewątpliwy pozytyw: Nałęcz pozostanie, tam gdzie jego miejsce. I nie ma tu na myśli wydziału historii UW. AWŁ

maj 27th, 2008

Mamusia a sprawa polska

Posted by AWŁ in Uncategorized

Mamusia na mnie bardzo krzyczy ostatnio. Mamusia się bardzo denerwuje ilekroć powiem, a już nie daj Boże napiszę, coś o Leszku Millerze, albowiem Miller jest grabarzem lewicy i powinien na wieczne czasy spoczywać pod gruzami sukcesu, który pogrzebał. Nie, żeby mamusię szczególnie obchodził SLD, nie znosi Millera z pozycji bezpartyjnych – ale dość podobnie myśli wiele osób, którym losy lewicy są bliskie. I trudno im się dziwić, ponieważ SLD za rządów Kierownika Zakładu Pracy rzeczywiście okazał się marną lewicą i miał za co przepraszać. Ale – przypomnę megalomańsko – ja pisałam źle o Millerze i jego rządach już wtedy, kiedy większość jego dzisiejszych nieprzejednanych krytyków uważała go za Męża Opatrznościowego, a niektórzy nawet robili karierę w jego rządzie. Dlatego mam moralne prawo napisać teraz coś innego, zwłaszcza, że okres przydatności Leszka Millera do spożycia dobiega końca. Już cztery lata Miller nie jest premierem ani szefem SLD, a Sojusz w takiej samej dupie, jak przedtem, albo jeszcze gorszej.

Otóż o tym, kto wygra następne wybory, decyduje to, kto potrafi mocniej i celniej przypieprzyć aktualnemu rządowi. Nie wchodzi w rachubę – i przez ostatnie dwadzieścia lat zasada ta nie została podważona – żeby rządzący wygrali drugi raz z rzędu, albowiem choćby premierem został duch JP2, a ministrem finansów Leo Beenhakker, bo nigdy nie będzie tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Pomijając już to, że jeśli chodzi o aktualną władzę, to rzeczywiście nie ma się czym zachwycać. W sumie zatem, z dniem zaprzysiężenia rządu Tuska rozpoczęła się kampania wyborcza przed wyborami 2011, podobnie jak zaprzysiężenie Marcinkiewicza było inauguracją kampanii – jak się okazało – 2007. Tamtą kampanię, jednoznacznie i zasłużenie wygrała PO, aktualną, równie oczywiście wygrywa PiS. Dziś to PiS jest dysponentem antyrządowych emocji i każdy, kto nie lubi Tuska i Platformy – słucha PiSu. Nikt nie słucha SLD, bo SLD nie ma nic po powiedzenia.

Kwintesencją języka lewicy jest dziś mój ulubiony frazeologizm przewodniczącego Olejniczaka: „Nie ma zgody”. Ludzie, zwłaszcza starsi Towarzysze, myślą sobie wtedy: a kimże ty jesteś, synku, żeby wydawać zgodę, nikt cię o zgodę nie prosi. I zmieniają kanał, a SLD spada poniżej progu wyborczego, a Polska w szybkim tempie zmierza do systemu dwupartyjnego…

Nie wiem, jak Państwo– ale jeśli chodzi o mnie, na system dwupartyjny nie ma zgody.

Oczywiście – jak mawiał Yogi Berra – “it ain’t over till it’s over”. Może się okazać, że weekendowy Kongres SLD przyniesie rewolucję, że na Olejniczaka spłynie łaska oświecenia, albo, że wybory wygra Napieralski, który okaże się facetem z jajami i charyzmą, czego mu serdecznie życzę, bo wydaje się postacią zdecydowanie sympatyczniejszą – i bardziej lewicową – niż Olejniczak. Ale czy przez te trzy lata, przez które Napieralski jest drugą osobą w Sojuszu, usłyszeliście Państwo z jego ust choć jedną rzecz, którą byście zapamiętali? Bo ja nie.

Dlatego, tak długo, jak długo nie pojawi się nikt inny, będę się przyglądać działaniom Leszka Millera, który co, jak co, ale przypieprzyć potrafi. Bo to niezwykle potrzebna dziś umiejętność.

AWŁ

maj 20th, 2008

Samokrytyka

Posted by AWŁ in Uncategorized

Właśnie mi doniesiono, że na stronie internetowej NIE zawisł banner mojego bloga, który jest bardziej martwy, niż dyskusja ideowa w Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zawstydziło mnie to ogromnie i obiecuję poprawę. Poprawiłabym się od razu, ale mam jedno oko, bo drugie mi się odlepiło - jak temu misiu z “Misia”, więc błagam o chwilę cierpliwości.

z pewną taką nieśmiałością

AWŁ

kwiecień 18th, 2008

Co wołk robi w nocy

Posted by AWŁ in Uncategorized

Ze względu na nieczyste sumienie sen mam niespokojny. Jak każdy ćwierćinteligent oglądam wtedy telewizję. Najchętniej kanały filmowe, bo filmy się powtarzają po 30 razy i człowiek się czuje, jakby spotykał starych znajomych. Na przykład w tym tygodniu jestem po imieniu z Herkulesem Poirot oraz królem Syjamu Mongkutem.
Ale czasem pojawiają się też nowi znajomi. Francuski Canal+, na przykład, od paru dni reklamuje film o bliżej nieokreślonym tytule, który opowiada o „najstraszniejszym jak dotąd dniu XXI wieku”. Tym najstraszniejszym dniem okazuje się 11 września 2001. Jak widać, surowe konsekwencje, które USA wyciągnęły wobec Francji w związku z niedostatecznym entuzjazmem dla wojny z terrorem, nie poszły na marne. (Konsekwencje te, skądinąd, obejmowały głównie przemianowanie „frytek francuskich” na „frytki wolności”.) Osobiście, skłonna jestem uważać, iż „najstraszliwszym dniem XXI wieku” był 20 marca 2003, kiedy to posiadacz pary najmniejszych oczek świata w imię interesów naftowych swojej rodziny i przyjaciół napadł na Bogu ducha winny naród iracki, co jak dotąd kosztowało Irakijczyków ponad milion istnień ludzkich. Ale sądzę, iż większość rodaków nie będzie tu miała wątpliwości, iż najstraszliwszy – nie tylko w tym stuleciu, ale wręcz w tym millenium – był dzień 2 kwietnia 2005, godz. 21.37. W ramach sankcji za niedocenienie tego faktu przez żabojadowych propagandzistów proponuję przemianowanie „miłości francuskiej” na „miłość wolności”.
A skoro już jesteśmy przy osobach duchownych – czy zwrócili Państwo uwagę na kolejne urocze faux pas, które popełnił Pan Prezydent i jego dwór na okoliczność spotkania prezydentów Polski i Ukrainy? Otóż prowadzący spotkanie geniusz dyplomacji, Dyrektor Biura Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta RP Mariusz Handzlik nie przywitał prawosławnego arcybiskupa Lubelskiego i Chełmskiego, JE Abla. A nie przywitał go, albowiem go nie zauważył i nie był to w żaden sposób zamierzony afront, mimo, iż zauważył katolików i grekokatolików i to nawet nie arcy. Niepozorny arcybiskup  Abel ma tak ze dwa metry w obrysie i tyleż mniej więcej wzdłuż. Nie zauważyć go to doprawdy sztuka godna dyplomaty.

kwiecień 8th, 2008

Tytułem wstępu

Posted by AWŁ in Uncategorized

Znacie taki stary dowcip o wadze pewności siebie w biznesie? Dziedzic mówi do Salomona:
– Salomon, potrzebne mi są dwa charty.
– A to się świetnie składa, bo mam akurat parkę na sprzedaż.
– A ładne są?
- Lepszych pan dziedzic nie znajdzie.
– No to biorę.
W drodze ze dworu Salomon spotyka znajomego.
– Mosze – pyta – nie wiesz przypadkiem, co to są charty?
Zadzwonił do mnie Gadzinowski. Powiedział, że reformujemy stronę internetową, będziemy multimedialni, interaktywni i w ogóle nowocześni i w związku z tym będę pisać bloga.
Pewnie, że będę. Jestem za nowoczesnością.
Tylko, cholera, blog to coś jakby pamiętnik. W pamiętniku umieszcza się refleksje i obserwacje. A ja tymczasem jestem osobą kompletnie bezrefleksyjną, a obserwuję głównie telewizor.
W tej sytuacji zdecydowałam się na telefon do przyjaciela. W błyskawicznie wykonanej sondzie telefonicznej nt. „o czym miałabym pisać bloga” uzyskałam następujące odpowiedzi:
„O wszystkim” – 32 proc.
„O pieprzeniu” – 26 proc.
„O tym, co ci ostatnio opowiedzieli przy gorzale” – 16 proc.
„O tym, jak przyroda budzi się do życia” – 1 proc.
„Pogięło cię???” – 25 proc.
W tej sytuacji pozostanę jednak przy polityce.
W razie, jakbym potrzebowała inspiracji, sięgnę do nowopowstałego prawicowo-konserwatywnego blogoportalu pn. „Polska XXI”, założonego przez Rokitę, Ujazdowskiego i Dutkiewicza. Trzem tym mężom stanu przyświecał szlachetny zamysł, zdefiniowany – także na portalu „polskaxxi” – przez Jadwigę Staniszkis: „Jak twierdzą sami jego twórcy, pragną prowadzić debatę publiczną wolną od egoizmu partyjnego i złych skutków marketingu politycznego”.
Skutki uprawianej w ten sposób debaty widać w poście Rafała Matyji: „Podstawowym zadaniem partii politycznych powinno być przenoszenie zróżnicowanych opinii, potrzeb i interesów obywateli na forum instytucji państwowych – przede wszystkim parlamentu i rządu – i kształtowanie w sposób odpowiedzialny polityki tych instytucji”.
Niniejszym obiecuję, że będę uprawiać blogerstwo politycznie egoistyczne, partyjnie partykularne, w najwyższym stopniu podatne na marketing oraz całkowicie nieodpowiedzialne. Może to – dla odmiany – da się czytać.