Polak mały dubeltowy
Zauważyliście, że prawicowi publicyści w miarę postępującego zakuwania łbów w okowy patriotyzmu i kołtuństwa, upodobniają się do siebie coraz bardziej? Dwie dekady po upadku komuny bojownicy prawicy toczą nieprzejednaną walkę z komunizmem – i ostrość tej walki narasta, a jej rycerze coraz bardziej przypominają rozwrzeszczane bachory, które dają wyraz swym poglądom, rzucając się na podłogę i tłukąc o ziemię rączkami i nóżkami. Co śmieszniejsze, trudno dziś dostrzec intelektualną różnicę między Stanisławem Janeckim – naczelnym ciąganego niegdyś po sądach za obrazę uczuć religijnych „Wprostu” – i sierotą po Korwinie, publicystą Radia Maryja, Stanisławem Michalkiewiczem. Obaj prezentują tę samą dziecięcą antykomunistyczną histerię, a ich publicystyka posługuje się typową dla wieku młodzieńczego argumentacją z gatunku: „ jesteś głupi i masz wszy jak ruskie czołgi”.
Mały Staś Janecki nie wytrzymał nerwowo ironicznej uwagi Kiszczaka, że z dziennikarzami, co bardzo chcieli widzieć go w pierdlu, może się spotkać na wódce i zakąsce. Mały Staś Michalkiewicz rozryczał się na złośliwość Millera, który w blogu zasugerował powabnej Szczypińskiej, żeby zamiast przepraszać Solidarność za Wałęsę, przeprosiła Polaków za Solidarność. Obydwaj Stasiowie zareagowali tak samo – tłukąc powietrze malutki piąstkami i wrzeszcząc co sił w płucach, co jest reakcją męczącą dla ucha, ale trudno ją uznać za ciętą ripostę.
Staś Michalkiewicz, jak chłopczyk, który właśnie rozpoczął edukację przedszkolną i dzięki kolegom starszakom odkrywa nowe możliwości języka polskiego, wydeklamował wierszyk: „Mam nadzieję, że dla Leszka Millera jedyna szansa – to wydymać szympansa” i jeszcze upajał się nowo poznanym słówkiem „kurwa”. Mocno się upajał, bo słówko w dwuakapitowej notce pada trzy razy. Nasza szkoła! Tylko myśmy już z tego wyrośli. Staś Janecki z kolei w bezsilnej złości na Kiszczaka porównał go naraz do szefa gestapo i ojca chrzestnego, a także wydał z siebie szereg pisków na temat „kpienia w żywe oczy””, „plucia w twarz” i „pogardy dla Polaczków”.
To ostatnie, to bardzo trafna uwaga. „Polaczek” to mały Polak. Taki jak Staś J. albo Staś M. Nikt, broń boże, małymi Stasiami nie pogardza, ale nie lekceważyć ich nie sposób.
AWŁ
