

- Co to jest? - zapytał Edgar Małgosiewski zwany Małgosią.
- Krótka lista - odrzekł Dżo Bruździński. - Zawiera nazwiska platformiarzy, którzy bili, biją lub będą bili swoje żony. Na pierwszym miejscu znajduje się oczywiście minister od fikołków Mirek Drzewkowski.
Małgosia rzucił okiem na inne nazwiska.
- No i co z tego? - zastanowił się. - Żony mają to do siebie, że czasem zasługują na lanie. Nie sądzę, żebyśmy z tego zrobili użytek…
- Platformiarze mają listę naszych, którzy skąpią alimentów. - Bruździński spojrzał znaczącą na Małgosiewskiego. - No to my zrobiliśmy listę platformiarzy bijących żony.
Małgosia skrzywił się.
- Opinia publiczna niezbyt dobrze przyjmuje takie rozgrzebywanie życia prywatnego - orzekł. - Dajmy sobie z tym spokój.
- Listę sporządziłem na wyraźne polecenie prezesa Pawła Kurkiewicza - powiedział Dżo z naciskiem.
- No dobrze… - Małgosia stracił nieco rezon i jeszcze raz spojrzał na listę. - Skąd na przykład wiadomo, że doradca premiera od strajków Michał Mini bije żonę?
- Nie bije - stwierdził Bruździński - ale ma takie inklinacje. Jest rozdrażniony, skłonny do wszczynania awantur, opieprza dziennikarki radiowe, zatem lada moment zacznie bić żonę.
- Cienkie rozumowanie… - Małgosiewski wyjął długopis i skreślił nazwisko Miniego. - Poczekajmy, aż zacznie bić.
- Prezes Paweł Kurkiewicz…
- Prezes nigdy nie miał żony, nie wie więc, jakie to mogą być zołzy! - wybuchł Małgosia.
- Prezes nigdy się nie myli - przypomniał Dżo.
Małgosiewski niechętnie skreślił skreślenie.
- To zwykłe babranie się w szambie - utyskiwał. - W ten sposób obniżamy standardy dyskursu publicznego.
Bruździński uważnie spojrzał na Małgosiewskiego.
- Na twoim miejscu uważałbym z wyrażaniem takich opinii - rzekł przez zęby. - Politykę uprawia się tak, jak na to pozwala przeciwnik. A przeciwnik nie przebiera w środkach.
Małgosia machnął rączką.
- No dobra - rzekł zrezygnowany. - Jaki z tego robimy użytek?
- Wytyczne prezesa są jasne. Żądamy dymisji Drzewkowskiego, a opinii publicznej przekazujemy sugestię, że wszyscy platformiarze lubią przyłożyć żonom i dzieciom, a kto wie, czy nie dręczą też psów.
- Dzieciom też?! - przestraszył się Małgosia. - A od kiedy to jesteśmy przeciwko dawaniu dzieciom klapsa? Przecież jest to element chrześcijańskiego wychowania.
- Prawa Sprawiedliwość jest przeciwko przemocy w rodzinie - twardo stwierdził Dżo. - Zaczyna się od klapsa, a stąd już blisko do katowania. Politycy powinni być jak żona Cezara.
- Ciekawe, czy Cezar tłukł swoją żonę? - spytał pod nosem Małgosiewski.
cdn.

Dwóch prezydentów chce szczytować. Obaj widocznie od dawna nie szczytowali. Kaczyński prezydent jeszcze i Tusk prezydent wkrótce. Kto poleci, kto nie, jakim samolotem, którędy, czy będzie na zdjęciu czy pod… Rajcuję się tym gównem zupełnie jak bezrobotne sąsiadki debatujące nad trawnikiem czyj pies się tak zesrał. Jeszcze pół roku temu Tusk się spinał i ustępował. Myślałam wtedy- nie taki Tusk głupi, wie, że są jeszcze głupsi. Teraz Tusk już nie wytrzymuje ciśnienia. Boi się, że jego wyborcy to lipa, że nie pójdą na niego zagłosować, bo przecież NIC się nie zmieniło. Dlatego odbija mu na tym samym poziomie co “przyjacielowi z PiS”. Widocznie NIC już ich nie różni. Jak dawniej…

Zauważyliście, że prawicowi publicyści w miarę postępującego zakuwania łbów w okowy patriotyzmu i kołtuństwa, upodobniają się do siebie coraz bardziej? Dwie dekady po upadku komuny bojownicy prawicy toczą nieprzejednaną walkę z komunizmem - i ostrość tej walki narasta, a jej rycerze coraz bardziej przypominają rozwrzeszczane bachory, które dają wyraz swym poglądom, rzucając się na podłogę i tłukąc o ziemię rączkami i nóżkami. Co śmieszniejsze, trudno dziś dostrzec intelektualną różnicę między Stanisławem Janeckim - naczelnym ciąganego niegdyś po sądach za obrazę uczuć religijnych "Wprostu" - i sierotą po Korwinie, publicystą Radia Maryja, Stanisławem Michalkiewiczem. Obaj prezentują tę samą dziecięcą antykomunistyczną histerię, a ich publicystyka posługuje się typową dla wieku młodzieńczego argumentacją z gatunku: " jesteś głupi i masz wszy jak ruskie czołgi".
Mały Staś Janecki nie wytrzymał nerwowo ironicznej uwagi Kiszczaka, że z dziennikarzami, co bardzo chcieli widzieć go w pierdlu, może się spotkać na wódce i zakąsce. Mały Staś Michalkiewicz rozryczał się na złośliwość Millera, który w blogu zasugerował powabnej Szczypińskiej, żeby zamiast przepraszać Solidarność za Wałęsę, przeprosiła Polaków za Solidarność. Obydwaj Stasiowie zareagowali tak samo - tłukąc powietrze malutki piąstkami i wrzeszcząc co sił w płucach, co jest reakcją męczącą dla ucha, ale trudno ją uznać za ciętą ripostę.
Staś Michalkiewicz, jak chłopczyk, który właśnie rozpoczął edukację przedszkolną i dzięki kolegom starszakom odkrywa nowe możliwości języka polskiego, wydeklamował wierszyk: "Mam nadzieję, że dla Leszka Millera jedyna szansa - to wydymać szympansa" i jeszcze upajał się nowo poznanym słówkiem "kurwa". Mocno się upajał, bo słówko w dwuakapitowej notce pada trzy razy. Nasza szkoła! Tylko myśmy już z tego wyrośli. Staś Janecki z kolei w bezsilnej złości na Kiszczaka porównał go naraz do szefa gestapo i ojca chrzestnego, a także wydał z siebie szereg pisków na temat "kpienia w żywe oczy"", "plucia w twarz" i "pogardy dla Polaczków".
To ostatnie, to bardzo trafna uwaga. "Polaczek" to mały Polak. Taki jak Staś J. albo Staś M. Nikt, broń boże, małymi Stasiami nie pogardza, ale nie lekceważyć ich nie sposób.
AWŁ