- Kurna - westchnął premier Roland Kieł i rozejrzał się dookoła. - Gdzie ja jestem?
- U siebie - mruknął minister Tomek Turecki.
- W domu? W którym? - Po pustej głowie premiera przebiegło zdziwienie.
- Jesteś bezpieczny. W hotelu. Czystym. Bez mediów. Właściciel to nasz kolo - pomimo obolałej głowy referował Turecki.
- Kto jeszcze jest? - spytał Kieł wysuszonym głosem.
- Waśka - odpowiedział Turecki. - Poszedł poszukać piwa.
- Piwa nieeee… - jęknął premier i beknął z wrażenia. - Patrzeć na piwo nie mogę.
- To zamknij oczy - usłyszeli głos ministra Waśki O’Stapowicza, który wtoczył się do pokoju ze zgrzewką browaru pod pachą. Sprawnie otworzył puszki i podał każdemu po jednej.
- Mam pić? - zapytał premier, czując wstręt i pragnienie jednocześnie.
- Piwo z rana jak śmietana - zarekomendował Waśka, a Tomek potwierdził rekomendację ciężkim skinieniem głowy.
- Obiecałem sobie, że już nie będę pił - powiedział premier i pociągnął z puszki.
- Publicznie obiecałeś, że wypijesz całą beczkę - przypomniał Turecki. - Pięciuset górników słyszało.
- Pięciuset? - zdziwił się Roland. - To jeszcze tylu górników mamy w kraju? Myślałem, że wyemigrowali… Chociaż wczoraj rzeczywiście było ich sporo.
- Przyszli, bo chcieli zobaczyć popularnego premiera - schlebiał premierowi O’Stapowicz. - Byli też emeryci i renciści.
- Jak było? Jak wypadłem? - spytał premier.
- Znakomicie! Kupiłeś ich od razu - ożywił się Turecki. - Zwłaszcza jak powiedziałeś, że szanujesz ich, bo zawsze dotrzymują słowa.
- Tak powiedziałem? - zdziwił się Kieł. - Musiałem być faktycznie naprany. Co jeszcze mówiłem?
- Że w młodości piłeś tu piwo z górnikami, no to oni zaprosili cię na beczkę. Dałeś słowo, że wypijesz ją sam. - Tomek rekonstruował minione wydarzenia.
- Dotrzymałem słowa?
- Kurna! Jak nigdy! - zawołał Turecki. - Trochę z Waśką pomogliśmy ci w osuszeniu beczułki, ale ciągnąłeś jak smok. I lałeś równo.
- Gdzie? Sprofanowałem coś? - zaniepokoił się Roland.
- Spoko, kibelek był pod bokiem. Ale urywałeś się nam, bratałeś się, klepałeś po plecach, dobrze, że żadnej babki nie było, gejowni też nie zauważyłem - opowiadał Tomek.
- Wszystko przez to, że towarzyski, kurna, jestem - rzekł premier i skończył piwo. - Co jeszcze im obiecałem? Słowo komuś dałem? Kamery były?
- Nie wiemy. Stale konferowałeś w kiblu. Gadałeś jak Walitłok. A tam są kamery przemysłowe… - odparł Turecki, zanim ugryzł się w język.
- Mieliście mnie pilnować, łachy! wczoraj dajcie whisky, a nie te szczyny! - warknął Kieł.
cdn.